czwartek, 7 kwietnia 2016

2 lata z diagnozą...to może dieta :)

Czas więc przestać myśleć, że zawsze będzie tak wystarczająco dobrze jak jest teraz. Absolutnie, nie przestaje wierzyć, że tak będzie do końca ale...:)
Raczej docelowo nie liczę na służbę zdrowia, bo ta na nas to też musi zarabiać, nie tylko leczyć, więc w takich sytuacjach muszę zacząć liczyć :) na siebie...
Dwa lata obijania, czytaj nic się nie zmieniło w moim sposobie życia w porównaniu do czasu sprzed diagnozy :)
Wyszłam z założenia, że ja przecież nie traktowałam się źle:)
Tylko, czy na pewno?
Czy fakt, że ciasto jest u mnie codziennie (przecież, nigdy nie kupiłam...wiem co jest w środku),
śniadanie...musli, owsianka, grysik...samo zdrowie ;/ (tylko, czemu bagatelizuje mleczny dyskomfort, a może niedogodności nie z mleka się biorą?), a kawa, przed, w trakcie i po śniadaniu :) obiad...albo mięso, dzień w dzień mięso (przecież nie smażę, duszę, przecież nie kurczak, bo antybiotykami, ktoś mnie kiedyś nastraszył...przecież mięso jest niezbędne ;/) albo skrajność druga, naleśniki, racuchy, placki takie siakie i owakie (no przecież, nie będę nie smażyć, a biała mąka wiadomo...najsmaczniejsze)?
Kolacja..nie jem, bo obiad jem na kolację, to co pomiędzy? co się znajdzie pod ręką..."to" ciasto czyli, przeważnie ;/

Czyli dobrze nie jest? (ale przecież mam w lodówce olej lniany, w szafce oliwe z oliwek, czy z rzepaku tłoczony na zimno (tylko po co skoro, zaraz zagryzę ciastem, naleśnikiem z nieobliczalną ilością dżemu)

Teraz zacznę się usprawiedliwiać, bo w sumie nie jest tak źle, nigdy nie kupiłam chipsów, słodyczy (nawet udało mi się wykorzenić manie kupowania najpodlejszych bombonierek u części rodziny...
nie używam kostek rosołowych i innych ulepszaczy smaku, przyprawy mam głównie jednoskładnikowe, całe parapety ziół...nie jest źle, czego ja chcę :)

Ale w tym wszystkim jest coś, co sprawia, że jestem ciągle zmęczona, bez potrzeby angażowania się ponad minimum niezbędne.

Tak wiem, taka choroba, tak może być, tak mamy, trzeba się pogodzić...
A kto z Was miał chorobę diagnozowaną ze względu na chroniczne zmęczenie? Ja zobaczyłam moje niedomaganie nawet nie po diagnozie, ale po naczytaniu się :) A przecież wcześniej też nie byłam pełnym werwy skowronkiem (chociaż nie, trochę byłam, wolałam zawsze wstać z kurami zrobić co mam zrobić,  bo wiedziałam ze od dwunastej to już tak tylko się poszwendać mogę co najwyższej).

Ostatnio mam etap wspomnień dziecięcych (a pochodzę z rodziny raczej współczesnej jak na owe czasy i tej mieszkającej na wsi i tej w mieście), po mleko szło się wieczorem do Pani która krowy miała i przynosiło w bańce (albo dzbanku, jak to moje wspomnienie z dzieciństwa popsuł mąż nazywając bańkę dzbankiem :)). Jeżeli mleko się kupowało to w worku (ostatnio wynalazłam u mamy w szafce kuchennej garnek do gotowania mleka:) ). Chleb z piekarni, ale nikt nigdy nie podejrzewał piekarza, że może coś poza wodą, mąką, czy ostatecznie drożdżami dodać. Warzywa - pachnące, każde sobą, a nie wszystkie tak samo. Mięso - jest jeden sklep współcześnie przeze mnie odwiedzany, w którym pachnie jak w mięsnych, a nie "pachnie" jak wszędzie.

I w tym miejscu, gdy jeszcze moje marzenie o chatce pod lasem z własnym ogródkiem, kuchnią kaflową i grzybami w lesie ;) jeszcze się nie spełni...może "dieta" :) którą spróbuję jeszcze bardziej wyeliminować to co mnie truje:)

Nie jestem orędownikiem szaleńczych, przeważnie modnych diet, dlatego muszę znaleźć złoty środek...

Jakiś czas temu zaczęła cieszyć się popularnością dieta bezglutenowa (i nie mam w tej chwili na uwadze osób muszących takową stosować). Dla jednych śmieszna, dla innych odchudzająca, a dla kolejnych zastanawiająca. Byłam i jestem w grupie trzeciej jednak moja bezgraniczna miłość do wszelkich ciast, naleśników i innych omletów ;> wydaje się być niemożliwa do realizacji :)
Dieta ta śmieszna, dla tych, którzy kojarzą ją jednak tylko z celiakią i śmieszy stosowanie jej przez osoby "zdrowe", odchudzająca...wiadomo, bez mąk powinno być łatwiej.
Zastanawiająca...(dla mnie) nie ze względu na wyeliminowanie glutenu, ale na zastanowienie się na temat tego, w czym gluten się znajduje .
Nie chciałabym być na restrykcyjnej diecie bez glutenu, nie wydaje mi się ona sensowna dla osób nie mających problemów z alergia czy nietolerancja glutenu. Bo czemu białko roślinne miałoby być dla mnie "zdrowej" osoby szkodliwe.

Skupię się główne na pszenicy... bo jak mówimy gluten, myślimy (przede wszystkim ) pszenica:). Zboże, znajdujące się w pierwszej trójce najobszerniej produkowanych. W związku z ogromnym zapotrzebowaniem na pszenicę, jest ona coraz bardziej "ulepszana", nie wiataminkami niestety, a niezliczoną ilością chemii, która tworzy z niej mutanta, rosnącego szybko i wszędzie,przestają jej być straszne susze, ulewy i inne choroby.
Czy dla zdrowej osoby ten gluten taki straszny...ja bardziej obawiałabym się ulepszaczy:)
Ale, czy ma sens taki strach, skoro wszędzie i we wszystkim znajdziemy ponadpodstawowe składniki?
Podejmę decyzję, taką dla siebie, że ma :) Po pierwsze, tego niesławnego białka w dzisiejszej pszenicy jest niewyobrażalnie więcej, niż w jego bliskowschodniej pramatce. Po drugie, czy nasze organizmy, potrafią, tak szybko jak technologia wprowadzać nowe pszeni-modyfikacje, przyswajać je?
Zmieniamy wszystko wokół siebie i chyba jesteśmy szybsi od natury. Duża część z nas pamięta smak mleka od krowy (a nie z TESCO, jak odpowiedziało pewne dziecko na pytanie skąd się bierze mleko), czy pomidora dojrzewającego na powietrzu:). A nasze dzieci i wnuki, nawet te mieszkające na terenach rolnicaych parafrazując historie mleka będą wiedziały, że pomidory biorą się z Biedronki.

Jestem wielbicielką staroci :) siedzę przy nogach :) od Singera, piję kawę :) z wysłużonego fajansowego kubka z Włocławka i piszę...po cóż się nad tym rozwodzę:)
Bo nie każdy podziela moją opinię, o tym , że stare jest dobre :) Odnosząc się do pszenicy...\
...stara była lepsza (znaczy zdrowsza, bo lepsza jest teraz...dla producentów:) )

Plan mam taki: na miesiąc, żeby się nie rozdrabniać rezygnuję z glutenu w całości (nie tylko pszenicy) i  laktozy (też w całości, nie tylko z mleka, ale ze wszystkich produktów mlecznych  :) )
O ile ograniczenie produktów mlecznych przy SM wyczytałam nawet tu : http://ptsr.waw.pl/wp-content/uploads/2014/08/broszura_dieta.pdf ,to gluten rzucam na własną odpowiedzialność... tylko nie wiem, czy będę chciała wracać...właśnie pożeram kromkę świeżo upieczonego chleba bezglutenowego - obłędna :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz