niedziela, 25 grudnia 2016

32 MIESIĄCE Z INTERFERONEM

"..." chciałam zacytować podsumowanie Pani doktor po badaniu, nie zapamiętałam, bo było jak zawsze, mniej więcej takie: cudownie, wspaniale, idealnie :)
Urocze to, prawda, ale jak niekoniecznie tozsame z codziennością :(

Siedzę, w poradni, czekam i myślę :)

Po pierwsze...cudownie, wspaniale ani nawet idealnie się nie czuję. Czasem mam wrażenie że jestem sprawną staruszką :/
Po drugie mając 32lata po raz drugi w życiu antybiotyk połykam...pierwszy raz był niecałe dwa lata temu. Moja życiowa "emerytura" zaczęła się niestety mam wrażenie niedługo po pierwszym zastrzyku:/
Po trzecie czy osoby nie mające SM naprawdę nie mogą pojąć,  że nie potrafię żyć dniem dzisiejszym...myśląc o przyszłości, która może przyjść niespodziewanie zbyt szybko, a ja nie zdążę się na nią przygotować, czy z nią pogodzić.
Po czwarte...jak zaakceptować...to czego nie ma i żyć tym co jest

A interferonowo?  Cudownie, wspaniale, idealnie 😁

... kilka (bardzo) bolesnych wstrzykniec, parę w brzuch maszyną  (w większości bezbolesnie), a temat moich aktywnych zmian raczej zapomniany ;)
[edit, taka dokonczona mydlnz czwarku);)






piątek, 9 grudnia 2016

Bezglutenowe pierniczki świąteczne - przepis

Pierniczki świąteczne 

W święta muszą być absolutnie
W święta muszą być absolutnie, dla tych którzy, ze względu na dietę (bezglutenową) nie mogą ich...wcinać:)
W święta muszą być absolutnie...wyśmienite :)
No i najlepiej niech pierniczki będą dojrzewające (czyli tradycyjne, mimo, że bez "prawdziwej" maki :))

Pierniczki świąteczne bezglutenowe - przepis :)

Jeszce zdążymy zrobić, przy użyciu tajnych :) trików 
Gotowe pierniczki świąteczne bezglutenowe


Co potrzebujemy

250 g mąki kukurydzianej 
75 g masła
0,5 szkl cukru
3/4 szkl miodu (a nawet ciut więcej nie zaszkodzi :) )
łyżeczka sody oczyszczonej

przyprawy - dużo i różne :) 
jajko




Post w przerwie:)






Miałam się z Wami podzielić czapką pilotką, zapiekaną kapustą i interferenowym postem.
A czym się dzielę...Imany :)

You will never know, słucham, prawie nieprzerwanie :) od paru dni i  na Imany śmiało mogę zrzucić winę za brak nowych nie tylko wpisów, ale i mnie w kuchni...nawet tej poza Sielskim Menu :)

Udanego dnia i weekendu, który już za rogiem :)

środa, 23 listopada 2016

CZAPKA NA SZYDEŁKU (AŻUROWA SMERFETKA :) )

Smerfetka - dłuższa / wyższa czapka na szydełku 

Smerfetka...gdzieś wyczytałam, że tak nazywa się taka dłuższa czapka.

Osobiście uwielbiam, chociaż te wszystkie, które zajmują moją szafę, są raczej nieażurowe, a ogromniaste, puszyste i przesłaniające świat (więc raczej smerf ;) śpioch ;/ )
Dziś, taka bardziej kobieca :)


środa, 16 listopada 2016

czwartek, 10 listopada 2016

31 miesięcy z interferonem

Kiedyś byłam rzepą :) Babcia z mamą, tak mnie nazywały, bo jako jedyne z "dzieci G" nigdy nie chorowałam, ba ja nigdy nie byłam chora.
Teraz (czytaj, odkąd przyjmuję interferon) jestem nadwrażliwa na jakieś wyszukane wirusy (czy, czym one są te małe ustrojstwa). Zawsze, jak moja mama męża niedomaga (przeziębiona jest znaczy) mnie boli gardło. Zawsze, jak dzieci kolegów z pracy męża są chore, mnie boli gardło:) A jak ktoś pobliski jest chory na "męski katar" :) ...mnie boli gardło. Nawet nie sprawdza się unikanie, niewitanie:) i inne "nie". Im dłużej w moim życiu interferon tym moja odporność słabsza. Jakbym chciała zacytować lekarza...interferon nie obniża odporności, on ją ...modyfikuje :/
Modyfikować...czy to nie "poprawiać" na przykład.
Takie naszły mnie złości, niepewności, najpewniej w związku z wynikami zeszłomiesięcznego rezonansu. "Kontrolny MRI [...]wykazał obecność 5 dodatkowych ognisk demielinizacyjnych w CUN." Ale pacjentka rzutu  nie miała, więc w programie została:) Pacjentka to się zastanawia, czy nie rzucić tego w ...wiecie co.
:)

poniedziałek, 7 listopada 2016

Kluski "śląskie", kopytka i "leniwe" z kaszy jaglanej

KASZA JAGLANA W KLUSKACH RÓŻNYCH :)

To była chwila:) Bezwiednie ugotowałam garnek kaszy jaglanej, bynajmniej mnie to nie zaniepokoiło, bo jak wiecie zawsze znajdę dla niej zastosowanie:)
Jak tu:
budyniu
kaszach zapiekanych
w kremie w cieście marchewkowym
czy w innych przepisach tu nie zamieszczonych :)

Dlaczego w tytule postu mamy i leniwe i śląskie i kopytka?
Będą dwa przepisy, na pierogi "leniwe", czyli z dodatkiem twarogu, oraz "śląskie" w kształcie kopytek, bez ziemniaków :)


poniedziałek, 24 października 2016

Kluski śląskie

KLASYCZNE KLUSKI ŚLĄSKIE

Jako rodowita Ślązaczka, która już większość życia mieszka w Krakowie (w sumie po połowie dziadków Krakowianka :) ), oddam w Wasze ręce kluski śląskie :)



30 miesięcy z interferonem

Nie wiem, czy miałam jakąś sfatygowaną partie, czy ręce z głową wspólnej drogi znaleźć nie mogły, ale każdy zastrzyk to udręka była. Nie, nie bolało. Jedynie zastrzyków się nie dało przygotowywać. Jakby to pierwszy miesiąc był to bym przyznała, żem :) niedouczona, ale to jednak kolejny.
Trzydziesty miesiąc, czas rozpadających się w rękach strzykawek. Milion razy obejrzałam film instruktażowy, w każdym znanym i nieznanym :) mi języku. Nawet dowiedziałam się, że mocowanie nieprzygotowane jest na przekręcenie, nasłuchałam o tym jak trzeba lekko, leciusieńko i inne takie tam, cackałam się jak z dzieckiem, a to wszystko, jakby i tak nie współgrało.
Wiem, trzeba było jechać do szpitala...pokazać i nowe dostać, ale koniec końców każdy zastrzyk wykonać się udało, a mnie i tak w Krakowie nie było.
W tym miesiącu będę już niewyjazdowa, więc jakby co(ś) pojadę :)

W tym miesiącu miałam kontrolny rezonans, wyniki...za jakiś czas, ale, że stoperów z uszu nie wyciągnęłam po badaniu, zorientowałam się dopiero w samochodzie :)

Jeszcze wciąż nie mogę rozstrzygnąć, który lek (czytaj gadżety)  bardziej mi odpowiada. W tym miesiącu na przykład nędzna ilość wacików dokuczyła mi parokrotnie.

A mniejsza bolesność? Czy nie warto za nią oddać tych kilku gazików? :) Pewne, że warto, tylko ja mam raczej takie pytanie na teraz, czy nawet jakby zastrzyki nie bolały, to myśl o tym, że nie jest się najzdrowszym i najpewniej przez jeszcze wiele (długich) lat zastrzyki będą, nie natęża bólu, nawet znikomego, czy żadnego? ;(


środa, 5 października 2016

Wrażenia po pół roku bez glutenu ( i laktozy :) )


Pół roku bez glutenu, czyli jak to u mnie było :)

Jeżeli dieta taka nie wniosła wiele "prozdrowotnie":) to przynajmniej pozwoliła poznać nowe smaki, a co najważniejsze kazała myśleć o tym co się je:)
Czas bezglutenowy to czas w którym przestałam jeść cokolwiek, to czas kiedy każdy posiłek był daniem, a nie jakimś przypadkowym składnikiem 

Czy coś zmieniło się po pierwszym tygodniu? ( kawałek nieopublikowanego posta z początków :) )

Przez pierwsze trzy dni byłam nieustannie głodna, pomimo jedzenia większych porcji niż zwykłam pożerać wcześniej.
W tym czasie jadłam dużo mięsa, co jak na poprzednie przyzwyczajenia było absolutną nowością. Do tej pory i owszem mięso jadłam często, ale raz dziennie, nie pamiętam żebym sobie kanapkę na śniadanie pierwsze, drugie  czy kolacje z wędliną zrobiła.

Co na przykład jadłam:

poniedziałek, 26 września 2016

Risotto z grzybami :)

Risotto z grzybami, krok po kroku


Wprawdzie w tym roku na grzybach nie byłam, ale kilka prawdziwków dostałam  i zainspirowały mnie do zrobienia risotta:) 

Grzybów miałam tyle do jednego risotto na dwie osoby


Zapraszam po przepis:)

czwartek, 15 września 2016

środa, 14 września 2016

Dżem z zielonych pomidorów (thermomix)

DŻEM Z ZIELONYCH POMIDORÓW


...prawie smażone zielone pomidory :)





29 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

Extavia czy Betaferon :) ciąg dalszy

To, tak:
Pierwszy zastrzyk przy użyciu nowego gadżetu, był co najmniej dziwny :)
Stary mechaniczny wstrzykiwacz wystarczyło przyłożyć lekko docisnać do skóry i strzelać./ Nowy, trzeba znacznie bardziej docisnąć, inaczej sie nie uruchomi.
Sam zastrzyk...cóż: w przeciwieństwie do poprzednika, czuję wbijanie igły, a co gorsze, wyciąganie też (wstrzykiwacz ten i wysuwa i wsuwa igłę).
Tak jak się spodziewałam...zastrzyk bezbolesny nie jest, ale jeśli, ktoś robi zastrzyki ręcznie, to odczucia są podobne, więc śmiało, można na wstrzykiwacz się przekwalifikować :)
Oprócz irytującego kłucia i wykłucia :) sam zastrzyk trwa dosyc długo, jest mniej bolesny, niż przy extavii, ale w czasie rozciągnięty.

piątek, 9 września 2016

Ocet jabłkowy

Ocet jabłkowy, czyli jak z jabłka "zmarnować"... ogonki :)


Myśl o takim domowy occie, po raz pierwszy przemknęła mi w zeszłym roku..ale tak była  prędka, że uciekła.
W tym roku wróciła, gdy zobaczyłam ilości papierówek w ogrodzie, a ponieważ w mojej "spiżarce" jabłkowych słoików zeszłorocznych jeszcze kilka, to uznałam, że 
nie muszę jak najwięcej jabłka z jabłka przetworzyć na jabłka :) *

* tu się rozchodzi o to, że ja jabłka do słoików smażę, przeważnie w całości ze skórką (bez gniazd nasiennych :) ), albo bardzo cieniutko obieram (a do octu przyda się i skórka i miąższu trochę też)

Nie będę pisać o właściwościach zdrowotnych octu jabłkowego, gdyż, po pierwsze nie znalazłam, żadnych wiarygodnych źródeł naukowych, czy nawet zielarskich*, po drugie, każdy, kto z Was tu trafił i tak już ma własne zdanie na temat dzisiejszego bohatera:) (nas:) bo i ja mam, a pomimo całej mojej codzienności, wierzę w medycynę ludową, dawną, naturalną, a tu nie ma raczej zastrzeżeń, że ocet domowy, jest naturalnym lekiem)

A jesteśmy tu po przepis :) : zapraszam

środa, 7 września 2016

Mój bujak ♥ czyli przedsięwzięcie fotel na biegunach :)

Jak odnowić fotel bujany, przy użyciu farb kredowych




Na początku nie wyglądało to dobrze :)
Jak go mąż do samochodu niósł, jakoś się trzymał...obaj jakoś się trzymali :)
Jak pakowaliśmy go do bagażnika...rozpadł się...tu fotel:)
Jak go wnieśliśmy do domu...stanął (fotel, bo mąż to usiadł ;> ...obok ) ale nie można go było (fotela) dotykać, bo stał i owszem nawet się prezentował, ale to wszystko jednak wyglądało wątpliwie...


piątek, 2 września 2016

Placki z cukinii z kaszą jęczmienną

Placki z cukinii z kaszą jęczmienną 



Kolejny przepis, z...dwóch cyklów :) 

• z cukinii (była, cukinia z twarogiem, będzie cukinia z marchewką i ziemniakami - zainspirowała mnie Pani Patrycja Moje życie na wsi, komentując mój post o p. cukiniowych z twarogiem :)

• na oko 

Co potrzebujemy:

cukinia (około 500g)
kasza jęczminna, ugotowana* - 1,5 - 2 szklanek
2 jajka
zioła
trochę soli
mąka (ok. 2 łyżki)

* u mnie sprawa kaszy, jest przeważnie z dnia poprzedniego :)
Przeważnie jak gotuje kasze, czy ryż, to są to porcje większe niż na "dzisiejszy" obiad, czyli do wykorzystania w dniach kolejnych (do takich placków, czy do zapiekanej kaszy, czy zapiekanki z kaszą, czy też jako wkładka do zupy, a nierzadko deser :) )

Co robimy:
Zapraszam dalej :)

wtorek, 30 sierpnia 2016

Ciastka - bezy / kokosanki / sezamki...

Ciastka - bezy / kokosanki / sezamki...

...czyli bezy z kokosem i sezamem :)




Taka sytuacja powstała, że mi dwa białka z lemon curd zostały :)
Nie miałam miejsca na mrożenie, więc w chwili natchnienia postanowiłam wykorzystać wiórki kokosowe, o których jeszcze pamiętałam, a niedługo, zaczęłyby już zalegać w szafce:)
Zdarzyło się Wam zapomnieć, że macie coś w szafce :)

Problem chwilowy pojawił się w momencie, kiedy to ukazało się, że wiórek mam zbyt mało, dlatego kokosanki ulepszyłam sezamem :)

Zapraszam po przepis:)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Placki z cukinii i twarogu

Bezglutenowe, bądź tradycyjne:) placki z cukinii z twarogiem 


To będzie przepis z cyklu "na oko|", gdyż ponieważ, nie zważyłam, nie zmierzyłam, bo się nie spodziewałam, że placki będą, absolutnie pycha:) ...ale:)...
...przepisy takie, mimo złości wielu czytających, są często bardziej sprawdzone, niż takie wymierzone receptury:)

moja cukinia inna jest niż Pani cukinia, a już na pewno nie taka sama jak Pana! :)
Twaróg, twarogowi też nie równy, a mój w dodatku był od takiej sympatycznej Pani z chustką na głowie, co ją spotkałam na Rynku Dębnickim (gdzie jest taki mały targ, w Krakowie zwany placem:), jak zresztą każdy krakowski targ, poza Kleparzem, który jest kleparzem :) ) 

Zapraszam dalej

środa, 24 sierpnia 2016

28 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

W zeszłym miesiącu Pani / Siostra Oddziałowa ;) zapytała, czy nie chcielibyśmy zmienić Extavi na Betaferon ...
I szybciutko zaczęła zachwalać wstrzykiwacz... i jak on się do komputera przyczepia :) i jak przypomina o zastrzyku i w ogóle ach i och jaki ten injector super. Krzysztof  postanowił zdecydować się od razu, ja potrzebowałam przynajmniej jednej przespanej nocy na przemyślenia:)
Dla mnie wstrzykiwacz nie był motywacją do zmiany, gdyż ponieważ nie używam :) ... ale w sumie na mnie jest używany. Trudno mi uwierzyć, żeby sprawił on, że zastrzyki będą całkiem bezbolesne. Mąż mój zabawkę dostanie :) A mnie co przekonało? Chyba firma przede wszystkim... nie jej historia :( ale potencjał, czy format.
Pisząc potencjał myślę, o tym co usłyszałam, od lekarza, iż Bayer kładzie większy nacisk, na leki pierwszego rzutu, a Novartis, na te drugiego. Zasadniczo, dla pacjentów nie ma to większego znaczenia, interferon, to interferon :) więc, w tym miejscu znowu pojawia się wstrzykiwacz:)

 A tak naprawdę podobnie jak K. skłonił mnie rozmiar interferonowego pakieciku :)
Może nie jest malutką paczuszką, ale jednak, co jedno pudełko to nie dwa, do transportowania :)



No to jest, to w domu i w zasadzie nie wiem, co myśleć, bo już mam mieszane uczucia, a dopiero sobie to to oglądam. Wprawdzie na oddziale na porcji testowej robiłyśmy test przygotowywania, więc powiedzmy, że podobnie, jak w Extavi, nawet mogłoby się wydawać, że przyjemniej, bo igła jest już "wmontowana", więc zastrzyk przygotowuje się o kilka sekund szybciej :)
I tu moje uczucia...mieszane:) W ramach paczki mam 15 pakietów, do przygotowania i przeprowadzenia zastrzyków,



 nic mniej, nic więcej, o ile lek i rozpuszczalnik musi być w liczbie 15, to, czy 30 wacików niezadługo, nie okaże się być zbyt małą ilością? :) Faktycznie, do przeprowadzenia zastrzyku, taka ilość powinna być wystarczająca, ale doświadczenie podpowiada, że jednak czasem do samego wykonania iniekcji przydaje się dodatkowy gazik :)



A jak to było poprzednio:)
Ano, tak (mniej więcej, bo jak widać, tu akurat połowa zastrzyków już wykonana):

- ampułka i rozpuszczalnik po 15, ale całej reszty więcej...znacznie więcej :)
- igły: dwa gatunki, zwykłe i tzw. bezpieczne, wacików multum, a kapturków do wykonania strzykawki tez więcej niż 15:)

No ok, trochę tego po miesiącu zostaje, a po dwóch latach nie wspomnę :) ale i strachu nie ma, bo poza kapturkami i tak wszystko się wykorzysta ;)

Poza zawartością mamy sławetny wstrzykiwacz :), nie mechaniczny,

 jak przy Extavi
 a, elektroniczny;/
 jest duży, ciężki, świeci...
 istny...baJer :)

Zobaczymy...za miesiąc powiem Wam jak praktycznie to widzę :)

środa, 10 sierpnia 2016

27 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

Minęło jakiś czas temu...a ja byłam odkomputerowana ;) w zasadzie w piątek będę mogła już opisać miesięcy 28 :) wobec tego dziś się nie rozpiszę, ale obiecuję, że kolejny wpis będzie  niemało wzmiankował :)) o interferonie i zmianach w jego podejściu do mnie :)

Tyle tylko, że na oddziale w tym miesiącu spędziłam dużo zbyt dożo godzin :) ale na szczęście w towarzystwie drugiego człowieka...takiego jak ja :) Krzysztof zajmuje się stolarstwem...meblarstwem znaczy, dla ścisłości :)
Takim jak ja jest odnośnie choroby, bo ze stolarstwem niestety wspólnego nie mam nic...może tyle, że dać mi mebel, farbę, pędzel, no i będzie:) Na przykład obecnie obok mnie leży...projekt bujak :) mam nadzieję niedługo skończyć i pokazać Wam :)

sobota, 25 czerwca 2016

Kasze zapiekane z orzechami... deserek:)

Kasze zapiekane z orzechami na słodko

Czyli kolejny przepis na oko :/

Ale moje naczynie, niewielkie do zapiekania centymetrów ma 15, więc na poniższych zdjęciach z łatwością ocenicie jakie są ilości poszczególnych składników:)



Co potrzebujemy:)

kasza (jęczmienna, jaglana)
orzechy włoskie
cukier kruszony
masło (opcjonalnie)

czwartek, 23 czerwca 2016

26 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

Ten ostatni miesiąc taki niekolorowy...przypuszczam, że dla wielu z Nas:)
Pogoda, dla mnie jak karuzela i to z tych większych i szybszych :) Albo deszcze, wiatry i burze z zamierającym ciśnieniem z moim własnym ledwo niskim. Zaraz pogoda, słońce przy którym zazwyczaj czułam się dobrze, a tu co...upały, jakiś takie inne. Głowa mnie dawno nie bolała tak często, jak przez te ostatnie tygodnie. Ale powiedzmy, że pogoda pogodą, a ja na oddział poszłam, chciałam się pożalić i nie wyszło.
Zgłaszam Pani doktor, że od dwóch tygodni mam drętwiejącą stopę. Przy każdym wstaniu z siedzenia czy leżenia w stopie czuje słabość i mrowienie. Problem się pojawił taki, że mi to nie przeszkadza. Przyzwyczaiłam się i po paru metrach zapominam o stópce:). Do następnego wstania.No więc dzielę się z Panią doktor nowościami i słyszę, że jak nie przeszkadza, to nie rzut :)
Abstrahując od tego, że to nie rzut, to czy każdy z nas nie ma innego progu odczuwania dyskomfortu? Mi może nie przeszkadza, ale dla niektórych mogłaby to być podstawa do ograniczania chodzenia na przykład:/

No to tyle:)
Kolejny miesiąc minął.

Przypominam sobie teraz (nie wiem czemu mnie tak naszło) ile różnych blogów czytałam 26 czy 27 miesięcy temu. A co chciałam tam znaleźć? Niespecjalnie wczytywałam się w historie konkretnych osób...mnie tylko interesowały zastrzyki, zastrzyki i zastrzyki. Jak zrobić zastrzyk? Byłam pewna, że kto jak kto, ale ja sobie w ciało igły nie wbiję:)
Tych opowieści naczytałam się niezliczone ilości, 99,9%z nich to były opowieści o bólu, skutkach ubocznych, krwiakach, czy siniakach.
Jakbym miała radzić komuś, kto i tak mnie nie posłucha (bo taka nasza natura jest, a przynajmniej moja - wolimy wiedzieć, niż nie wiedzieć, nawet jak co najwyżej taka "wiedza" może nam "zaszkodzić"), to piszę: nie czytać, bez sensu, każda historia, każde wyczulenie na na przykład ból, czy estetykę, są inne.
Jakbym nie czytała...przypuszczam, że pierwsze bardzo długie miesiące, a może nawet rok nie byłyby taką udręką przy robieniu każdego zastrzyku.

To tak się wzięłam rozpisałam...
Bądźmy dzielni, bo mimo mojej ogromnej miłości do lata, wiem, że nie jest to najłatwiejsza pora roku :)

Zupa z młodej kapusty...

...niespodziewanie przepyszna;) zupa z młodej kapusty


Co potrzebujemy:

młoda kapusta
marchewka
wywar warzywny, czy coś innego typu kostki kupne / domowe *
wędlina, czy coś innego mięsnego :)

* u mnie jest to domowy koncentrat bulionu warzywnego, posiadaczki Thermomixa przepis znajdą na stronie 36 :) "Tak lubię gotować". Mój koncentrat zawsze jest bardziej ziołowy niż warzywny, dlatego, dla tych z Was, którzy gotować będą wywar...nie żałujcie ziół:)

Ilości będę Wam przybliżać na oko:)
Zupa jest dla tych dietetycznych, wszelkiej maści - bez żadnego zagęszczania i zabielania
ps. drugiego dnia była jeszcze smaczniejsza

Gotowana, w 2,5 l garnku
Kapustę (mniejsze 1/4 główki dużej sztuki:) ) poszatkowałam i wrzuciłam do garnka (mniej więcej 3/4 wysokości naczynia)
Marchewki młode 2 sztuki, pokroiłam w talarki dorzuciłam do kapusty
Całość zalałam wrzątkiem i dodałam łyżkę koncentratu.
Zupa nam się gotuje, a my szykujemy wkładkę. U mnie był to kawałek (no i tu na oko, nie umiem określić:) - przyjmijmy wersję, według upodobań ;> ) wędliny. Kroimy w kostkę i podsmażamy. Po około 15 minutach gotowania zupy dodajemy wędlinę i gotujemy jeszcze jakieś kolejne 10.
No i z mojej strony tyle:)

Jeżeli uznacie, że zupa bez śmietany, czy zasmażki, czy czegoś, to nie zupa, to wykończcie ją zgodnie ze swoimi upodobaniami, ale wcześniej spróbujcie, czy aby na pewno trzeba :)
ps. drugiego dnia jeśli zostanie i tak będzie gęstsza :)


Smacznego :)

środa, 22 czerwca 2016

Pasta z czerwonej soczewicy

Past do chleba (bezglutenowego) ciąg dalszy...

dziś pasta z czerwonej soczewicy, równie prosta w wykonaniu, jak i rodzaju składników jak ciecierzycowa siostra :)

Soczewicę gotuję podobnie jak kasze...różne kasze, różne proporcje wody do podstawowego komponentu.
Przy soczewicy przyjmuje stosunek 2:1, woda:soczewica

Soczewicę przepłukuję na sicie i wrzucam do gotującej się, delikatnie osolonej wody.
gotujemy na niedużym ogniu, około 15 - 20 minut.
Soczewica się trochę rozgotuje, nam to nie przeszkadza, bo i tak będziemy ja miksować :)

ziarno - ugotowana - gotowa pasta z pietruszką


 Ugotowaną soczewicę przekładamy do blendera i dodajemy świeże, poszatkowane zioła, u mnie dwie wersje, z pietruszką i z koperkiem, możemy również dodać czosnek  - blendujemy.
Przekładamy do słoiczków i spokojnie tydzień możemy sobie taką pastę w lodówce mieć:)


soczewica z pietruszką - soczewica z koperkiem 
Smacznego :)

wtorek, 21 czerwca 2016

Pasta z ciecierzycy / cieciorki :)


Pasta z ciecierzycy


Ciecierzycę, podobnie jak na przykład fasolkę Jaś:) moczę przed ugotowaniem na długo :)
Długo w mojej kuchni to od wieczora do poranka :) Wieczór raczej wczesny, a poranek bliżej południa :)
Wody do namoczenia dużo, bo nasze ziarna pęcznieją.
"Rano" przelewam cieciorkę na durszlak, płuczę, garnek wypełniam świeżą wodą, wrzucam ziarno i gotuje w (niewiele) osolonej wodzie.
Ja moją ciecierzycę, do miękkiej chrupkości gotuje około 30 minut...
...i nie próbowałam nigdy gotować 60 - 80 minut, jak to zdarza mi się spotkać w przepisach na ciecierzycę.

Ciecierzycy gotuje zawsze dużo :)
Część używam właśnie do pasty, część do sałatek, luzem do drugiego dania, zdarza mi się mrozić, a jak potrzeba dorzucam do zup.



Ugotowaną ciecierzycę przekładam do blendera, [mój dzbanek blendera 0,5litra] dorzucam czosnek - ząbek, dolewam olej rzepakowy zimno tłoczony, blenduje i już.
Jest to bazowa wersja, do której można dodawać wszystko na co mamy nastrój, np. zioła świeże,czy papryczkę ostrą. Zamiast oleju rzepakowego oczywiście możemy dodać inny olej zimno tłoczony, czy oliwę z oliwek :), a ilość - tyle, żeby wyszła ładna, gładka pasta - około 100-150ml.


tu troszkę zaoszczędziłam oleju:)
W smaku pycha, ale forma ciut spadała z kanapki:)




Smacznego:)

czwartek, 16 czerwca 2016

Bezglutenowy, orzechowy biszkopt z jabłkami, czyli...

Bezglutenowy, orzechowy biszkopt z jabłkami, czyli...

...siostra pędzi i jak w godzinę biszkopt zrobić, wystudzić (no prawie na zimno) i zjeść:)
A potem zapomnieć obdarować na wynos :(


Zapraszam dalej po szczegóły :)

środa, 15 czerwca 2016

Pesto szpinakowe (bezlaktozowe)

Pesto, wersja ze szpinaku

Pesto robię ze wszystkiego zielonego, co mam w domu akurat, a tu tak się składa był on, szpinak.

Szpinak, to takie warzywo, które w wersji jaką zwykła stosować moja mama ( pewnie wiele mam ) - duszony na maśle z czosnkiem...dużo czosnku, nie był moim faworytem nigdy.

Zieleninę tą omijałam raczej szerokim łukiem, dopóki nie odkryłam, że on bez przeróbek na gorąco - surowy jest pyszny (no, nie wiem, ale bardzo smaczny na pewno :) )

W moim więc domu surowy ląduje w sałatach, sałatkach i na kanapkach, a surowy zblendowany.(pesto szpinakowe)..też na kanapkach:)

Co potrzebujemy:

szpinak świeży - liście
czosnek - 2 ząbki
szczypta soli
a teraz to co lubimy bądź mamy, a u mnie:
olej rzepakowy tłoczony na zimno, bądź oliwa z oliwek
orzechy włoskie* albo słonecznik bądź inne Wasze ulubione orzechowe / ziarniaste :)

*pysznie smakują ze szpinakiem

Wszystkie składniki należy zmiksować i już:) Ja jestem w posiadaniu blendera z pojemnikiem (pojemność myślę, że 0,5 litra). Można użyć też zwykłego ręcznego blendera.

Szpinak rwę na kawałki, żeby w zasadzie się jak najwięcej zmieściło w blenderze, dorzucam orzechowe - garść, czosnek, sól i zalewam oliwą/olejem. Tłuszczu myślę, że co najmniej 100ml - ilość korygujemy podczas miksowania.

Takie pesto, zapewne przede wszystkim  pasuje nam do makaronu :) Ale u nas w domu najczęściej ląduje na kanapkach :) albo sezamkach wieloziarnistych :)

jakoś tak kopiato, na tym zdjęciu...
i tym :)  


Smacznego :)

piątek, 10 czerwca 2016

25 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

2 lata z haczykiem minęły:
Nic się "tragicznego" nie wydarzyło ☺ tylko jest jakoś tak (co raz) gorzej 
Mam 30 lat i pierwszą wizytę na rehabilitacji i wcale nie mam problemów "natury" SMowej z np. kończynami.
Tylko jakoś tak w dwa lata kręgosłup doprowadziłam do stanu...brak słów 
Tak naprawdę prolog mojej SMowej historii to kręgosłup. Zdrętwiała noga? Od tygodnia? A to kręgosłup:) Po trzech latach "Zdrętwiała noga, brak czucia? A już było prześwietlenie kręgosłupa. No to proszę się zarejestrować do neurologa." Nie zdążyłam, a dalszą część znacie .
Przy pierwszym jak się okazało symptomie SM w prześwietleniu wyszła dyskopatia i coś jeszcze, ale nie pamiętam co, to nie napiszę. Zalecenia dostałam: męża nie nosić :) i te takie tym podobne różne,
Dyskopatia wprawdzie dotyczy odcinka lędźwiowego i  jeszcze dwa lata temu tak było. Teraz, teraz to kręgosłup na całej swej rozciągłości mnie boli, a lewe biodro jak wiadomo mam lewe:) stopę zresztą też. Ciągnie się to od półtora roku...
Wiecie, jak z lekarzami jest...raczej poza swoją dziedzinę wychodzić czasu nie mają. Co dla nas potrzebujących często dobre nie jest. (Za to lubię medycynę chińską - człowiek jest w całości, a nie rozpączkowany na nogi, płuca, czy nawet skórę). Ja miałam jakieś tam szczęście w nieszczęściach (którego do końca nie wykorzystałam), że trafiałam na lekarzy różnych specjalności, którzy dopatrywali się w moich niedyspozycjach...stresu. Bardzo długo to bagatelizowałam. Przecież ja się nie stresuje, no jestem póki co niewyleczalnie chora, straciłam dwójkę dzieci, każdą najmniejszą pierdołę muszę przemyśleć, przetrawić, analizować, po dziesięciokroć ;/ ale przecież się nie stresuje...przewlekle :)
W pewnym momencie od lekarza dostałam receptę na "łagodne tabletki przeciwdepresyjne"...wykupiłam, przeczytałam ulotkę i schowałam na sam koniec szafki...przecież nie będę się faszerować, a czas leci.
Z rehabilitacji, chodzę na rehabilitację, a kręgosłup boli coraz bardziej...o ile lekarz przepisuje mi kolejne rehabilitacje, a neurolog każe ćwiczyć codziennie :) to żadne z nich nie chce słyszeć, że boli coraz bardziej, więcej i już prawie bez przerwy.
Czy mój kręgosłup może być tak bardzo w mojej głowie...? ;/

2 lata minęły...
...a mam wrażenie, jakby ten pierwszy zastrzyk w zimny deszczowy dzień był wczoraj, no może tydzień temu, ale tak czy siak zleciało :)
Pamiętam jak moja ciocia brała interferon, było to 10 czy 15 lat temu...a może i 10 i 15:) (bo miała to w nieszczęściu szczęście, ze dwa razy była w programie)
Wtedy leczonym można było być 2 lata i nie mówiło się otwarcie, że chodzi o fundusze...wówczas taki okres był optymalny. Pomoże Państwu, na tyle na ile interferon pomóc może...
Przykro mi, co dziwne nie jest, jak patrzę na kobietę, z którą jeździłam tandemem, chodziłam po górach, a ze zdjęć pamiętam jak Hubertus był i jej świętem.

wtorek, 24 maja 2016

Gofry bezglutenowe / bezlaktozowe

Gofry bez laktozy, bez glutenu

Co potrzebujemy:


250g mąk mieszanych: kukurydziana, ryżowa, gryczana, ziemniaczana
500ml mleka ryżowego*
2-3 jajka
1/3 szkl oleju
ewentualni: łyżeczka proszku do pieczenia
dodatki:  ulubione, różne i przeróżne u mnie miód, żurawina i orzechy

*nie będę się o mleku rozpisywać, skoro wszystko podane jest tutaj:) , bo Koralina wie co robi w swojej QuchniWege:)

ps. jedno dodam, dwa:) : nie używałam nigdy laski wanilii, bo nigdy akurat nie miałam, a mleko (gotujący ryż osładzam łyżeczką cukru/cukry wanilinowego/ cukry z wanilią). To było jeden, a dwa: zawsze wykorzystuję bezwartościowy :) biały ryż, bo i tak mleko to później łączyć będzie się z różnymi wartościami :) )
No to może jeszcze trzy:) : moje mleko (bez pół filiżanki mieści się w litrowej butelce. Stanowi jednak ono bazę mleczną tak bardzo gęstnieje. Do wykorzystywania rozcieńczamy je z wodą :) )

no i gofrownica:)

Co robimy:


Białka oddzielamy od żółtek, ubijamy na sztywno ze szczyptą soli.
Mąkę, mleko, żółtka i olej miksujemy. Dodajemy ubite białka i delikatnie mieszamy.
Pieczemy gofry: około 4 minuty, temperatura max,.Nakładałam po trzy czubate łyżki ciasta na gofra.
Na ciepło pożarłam z miodem faceliowym, orzechami włoskimi i suszoną żurawiną


Smacznego :)
ps. moje nowe ulubione połączenie smakowe, śniadaniowe :)



Wracam:)

Już wracam STOP:)zaległości postaram się szybko nadrobić STOP:)Miałam przymusowe wolne od #sielskiegomiejsca :) STOP:)

piątek, 8 kwietnia 2016

Sezamki wieloziarniste :) bezglutenowe

Bezglutenowe sezamki, przepis nie tylko dla sportowców :)








Pani Magdo, dziękuję za przepis i poproszę o więcej "biegających" receptur :)
Do oryginału wprowadziłam tylko minimalne zmiany:)
Część przepisu troszkę osłodziłam.
Zmieniłam sposób wykonania:) jest szybszy i przyjemniejszy:)

Sezamki z wielu ziaren idealne na przekąskę, czy jako baza kanapek.

Zapraszam po przepis

czwartek, 7 kwietnia 2016

2 lata z diagnozą...to może dieta :)

Czas więc przestać myśleć, że zawsze będzie tak wystarczająco dobrze jak jest teraz. Absolutnie, nie przestaje wierzyć, że tak będzie do końca ale...:)
Raczej docelowo nie liczę na służbę zdrowia, bo ta na nas to też musi zarabiać, nie tylko leczyć, więc w takich sytuacjach muszę zacząć liczyć :) na siebie...
Dwa lata obijania, czytaj nic się nie zmieniło w moim sposobie życia w porównaniu do czasu sprzed diagnozy :)
Wyszłam z założenia, że ja przecież nie traktowałam się źle:)
Tylko, czy na pewno?
Czy fakt, że ciasto jest u mnie codziennie (przecież, nigdy nie kupiłam...wiem co jest w środku),
śniadanie...musli, owsianka, grysik...samo zdrowie ;/ (tylko, czemu bagatelizuje mleczny dyskomfort, a może niedogodności nie z mleka się biorą?), a kawa, przed, w trakcie i po śniadaniu :) obiad...albo mięso, dzień w dzień mięso (przecież nie smażę, duszę, przecież nie kurczak, bo antybiotykami, ktoś mnie kiedyś nastraszył...przecież mięso jest niezbędne ;/) albo skrajność druga, naleśniki, racuchy, placki takie siakie i owakie (no przecież, nie będę nie smażyć, a biała mąka wiadomo...najsmaczniejsze)?
Kolacja..nie jem, bo obiad jem na kolację, to co pomiędzy? co się znajdzie pod ręką..."to" ciasto czyli, przeważnie ;/

Czyli dobrze nie jest? (ale przecież mam w lodówce olej lniany, w szafce oliwe z oliwek, czy z rzepaku tłoczony na zimno (tylko po co skoro, zaraz zagryzę ciastem, naleśnikiem z nieobliczalną ilością dżemu)

Teraz zacznę się usprawiedliwiać, bo w sumie nie jest tak źle, nigdy nie kupiłam chipsów, słodyczy (nawet udało mi się wykorzenić manie kupowania najpodlejszych bombonierek u części rodziny...
nie używam kostek rosołowych i innych ulepszaczy smaku, przyprawy mam głównie jednoskładnikowe, całe parapety ziół...nie jest źle, czego ja chcę :)

Ale w tym wszystkim jest coś, co sprawia, że jestem ciągle zmęczona, bez potrzeby angażowania się ponad minimum niezbędne.

Tak wiem, taka choroba, tak może być, tak mamy, trzeba się pogodzić...
A kto z Was miał chorobę diagnozowaną ze względu na chroniczne zmęczenie? Ja zobaczyłam moje niedomaganie nawet nie po diagnozie, ale po naczytaniu się :) A przecież wcześniej też nie byłam pełnym werwy skowronkiem (chociaż nie, trochę byłam, wolałam zawsze wstać z kurami zrobić co mam zrobić,  bo wiedziałam ze od dwunastej to już tak tylko się poszwendać mogę co najwyższej).

Ostatnio mam etap wspomnień dziecięcych (a pochodzę z rodziny raczej współczesnej jak na owe czasy i tej mieszkającej na wsi i tej w mieście), po mleko szło się wieczorem do Pani która krowy miała i przynosiło w bańce (albo dzbanku, jak to moje wspomnienie z dzieciństwa popsuł mąż nazywając bańkę dzbankiem :)). Jeżeli mleko się kupowało to w worku (ostatnio wynalazłam u mamy w szafce kuchennej garnek do gotowania mleka:) ). Chleb z piekarni, ale nikt nigdy nie podejrzewał piekarza, że może coś poza wodą, mąką, czy ostatecznie drożdżami dodać. Warzywa - pachnące, każde sobą, a nie wszystkie tak samo. Mięso - jest jeden sklep współcześnie przeze mnie odwiedzany, w którym pachnie jak w mięsnych, a nie "pachnie" jak wszędzie.

I w tym miejscu, gdy jeszcze moje marzenie o chatce pod lasem z własnym ogródkiem, kuchnią kaflową i grzybami w lesie ;) jeszcze się nie spełni...może "dieta" :) którą spróbuję jeszcze bardziej wyeliminować to co mnie truje:)

Nie jestem orędownikiem szaleńczych, przeważnie modnych diet, dlatego muszę znaleźć złoty środek...

Jakiś czas temu zaczęła cieszyć się popularnością dieta bezglutenowa (i nie mam w tej chwili na uwadze osób muszących takową stosować). Dla jednych śmieszna, dla innych odchudzająca, a dla kolejnych zastanawiająca. Byłam i jestem w grupie trzeciej jednak moja bezgraniczna miłość do wszelkich ciast, naleśników i innych omletów ;> wydaje się być niemożliwa do realizacji :)
Dieta ta śmieszna, dla tych, którzy kojarzą ją jednak tylko z celiakią i śmieszy stosowanie jej przez osoby "zdrowe", odchudzająca...wiadomo, bez mąk powinno być łatwiej.
Zastanawiająca...(dla mnie) nie ze względu na wyeliminowanie glutenu, ale na zastanowienie się na temat tego, w czym gluten się znajduje .
Nie chciałabym być na restrykcyjnej diecie bez glutenu, nie wydaje mi się ona sensowna dla osób nie mających problemów z alergia czy nietolerancja glutenu. Bo czemu białko roślinne miałoby być dla mnie "zdrowej" osoby szkodliwe.

Skupię się główne na pszenicy... bo jak mówimy gluten, myślimy (przede wszystkim ) pszenica:). Zboże, znajdujące się w pierwszej trójce najobszerniej produkowanych. W związku z ogromnym zapotrzebowaniem na pszenicę, jest ona coraz bardziej "ulepszana", nie wiataminkami niestety, a niezliczoną ilością chemii, która tworzy z niej mutanta, rosnącego szybko i wszędzie,przestają jej być straszne susze, ulewy i inne choroby.
Czy dla zdrowej osoby ten gluten taki straszny...ja bardziej obawiałabym się ulepszaczy:)
Ale, czy ma sens taki strach, skoro wszędzie i we wszystkim znajdziemy ponadpodstawowe składniki?
Podejmę decyzję, taką dla siebie, że ma :) Po pierwsze, tego niesławnego białka w dzisiejszej pszenicy jest niewyobrażalnie więcej, niż w jego bliskowschodniej pramatce. Po drugie, czy nasze organizmy, potrafią, tak szybko jak technologia wprowadzać nowe pszeni-modyfikacje, przyswajać je?
Zmieniamy wszystko wokół siebie i chyba jesteśmy szybsi od natury. Duża część z nas pamięta smak mleka od krowy (a nie z TESCO, jak odpowiedziało pewne dziecko na pytanie skąd się bierze mleko), czy pomidora dojrzewającego na powietrzu:). A nasze dzieci i wnuki, nawet te mieszkające na terenach rolnicaych parafrazując historie mleka będą wiedziały, że pomidory biorą się z Biedronki.

Jestem wielbicielką staroci :) siedzę przy nogach :) od Singera, piję kawę :) z wysłużonego fajansowego kubka z Włocławka i piszę...po cóż się nad tym rozwodzę:)
Bo nie każdy podziela moją opinię, o tym , że stare jest dobre :) Odnosząc się do pszenicy...\
...stara była lepsza (znaczy zdrowsza, bo lepsza jest teraz...dla producentów:) )

Plan mam taki: na miesiąc, żeby się nie rozdrabniać rezygnuję z glutenu w całości (nie tylko pszenicy) i  laktozy (też w całości, nie tylko z mleka, ale ze wszystkich produktów mlecznych  :) )
O ile ograniczenie produktów mlecznych przy SM wyczytałam nawet tu : http://ptsr.waw.pl/wp-content/uploads/2014/08/broszura_dieta.pdf ,to gluten rzucam na własną odpowiedzialność... tylko nie wiem, czy będę chciała wracać...właśnie pożeram kromkę świeżo upieczonego chleba bezglutenowego - obłędna :)



wtorek, 15 marca 2016

23 MIESIĄCE Z INTERFERONEM

W życiu mi się takie coś nie przytrafiło :/
Wchodzę na odział, udostępniam prawą rękę, pielęgniarka się wbija i...nic...Kapie nie leci, czyli pobieranie krwi, które trwało 10 minut, a jak przyszło co do czego lewą rękę też musiałam nadstawic...
Jak zwykle "neurologicznie bosko", a okulistycznie, bez zmian.

Przy okazji, czy ktokolwiek, może mi odpowiedzieć na pytanie, o co chodzi ze współczesnym okularami :)
Osobiście w brylach (bo na śląsku ;> ) się urodziłam :) [jeszcze nie chodziłam, a już w patrzałkach siedziałam].

Nigdy nie miałam przy sobie ściereczki do wycierania i nigdy nie brudziły mi się okulary tak jak te ostatnie. Okulary czyściłam raz na kilka dni, albo rzadziej. A teraz, teraz, jeszcze nie włożę, a już są brudne.
Za szkła płacę majątek, a jeszcze usłyszałam od optyka, czy za "niewielką" opłatą, chciałabym mieć powłokę chroniącą przed brudzeniem. Uznałam, że to jakieś mydlenie okularów:) i podziękowałam. 


Przez 30 lat nie miałam problemu, z nadmiernym brudzeniem, to czemu teraz miałabym decydować się na jakieś powłoki, tak jakby innych "cudów" za "niewielką dopłatą" mało już było. Co się okazało...że cały czas mam brudne szkła...wyczyszczę chwile sie pokrzątam i znów:(

Czy teraz robi się szkła gorszej jakości żeby móc dopłacić do szkieł normalnej jakości?

To tak trochę obok interferonu wyszło :)



poniedziałek, 7 marca 2016

Dywan (ik) szydełkiem

Dywanik na szydełku, siedmiobok, kanciate kółko :)

Zdjęcia te i różne inne znane Wam już mogą być, gdyż na portalu społecznościowym ;> tym razem pojawiły się wcześniej:)


Dywan - dywanik, jaka jest różnica? Wielkość zapewne:) u mnie 120 cm, troszeczkę około ponad, "średnicy"
średnica siedmiokąta, brzmi równie romantycznie jak kąt oka:)

Robiłam dywanik półsłupkami z przepisu na kanciate koło :)

Tylko szydełko wbijałam w jedno oczko:)

Poniżej normalny półsłupek - wbijamy szydełko w oba oczka półsłupka poprzedniego rzędu


A przy dywanie: wbijałam się tylko w oczko "będące wyżej" - jedno oczko półsłupka poprzedniego rzędu :)



Dodatkowo zrobiłam dwa okrążenia z "dziurami" :) i wykończyłam wachlarzykami :)

środa, 2 marca 2016

Papcie - kapcie, czy...?

...pantofle.
To jest to słowo, którego zabrakło mi tutaj :)

A najbardziej zabrakło wówczas papuci (nie papcia, tylko papucia :> ), bo tego słowa używałam jako dziecko, znaczy rodzice używali, bo mi jak to dziecku nie były potrzebne (i takie terminy też nie :) ).

Laczki, czy łapcie, to u koleżanek były, a bambosze... kazały zakładać babcie, jedna szczególnie (prawie góralka, czy to ma znaczenie :)? )

I w ogóle czemu nie ma papuciarzy, tylko pantoflarze :)?

A u Was jak było :) jest znaczy :) co macie na stopach?

A skąd ta filozofia u mnie na dziś w ogóle...
stąd:
Instrukcja obsługi, czyli jak się przygotować na wizytę w gabinecie chirurgicznym :)

tutaj coś o stroju nocnym :)

piątek, 19 lutego 2016

22 MIESIĄCE Z INTERFERONEM

Miesiąc pod znakiem kręgosłupa...


Odcinki kręgosłupa. Odcinek szyjny, odcinek piersiowy, odcinek lędźwiowy, odcinek krzyżowy, odcinek guziczny.
zaczerpniete stąd :)

Ból odcinka lędźwiowego, towarzyszy mi odkąd pamiętam, (dla zobrazowania, że bardzo długo, bo jednak gdzieś na końcu myśli o kręgosłupie był czas bez bólu ;> ...tylko kiedy) jednak od roku, może dwóch jest on nieustanny. Nie dokucza mi tylko w nocy, pod warunkiem, że śpię ☻
W ostatnim półroczu do lędźwi doszedł też odcinek szyjny i piersiowy:/

Rano się budzę, nie mogę zbyt głęboko odetchnąć, bo pojawia się uczucie wbitego i przekręcanego wielkiego śrubokręta (taki obrazek :) )
Po wygramoleniu z łóżka, lekkim rozruszaniu, jest znacznie milej. W rzeczywistości kręgosłup boli cały dzień, mniej lub bardziej. Nasilenie wiąże się z tym , co robię:) Klasyczne siedzenie przy komputerze znoszę dzielnie, choć teraz na poczet postu przyjęłam biurkową postawę książkową, która jest lekko niewygodna dla krzyża mego :)
Na spacerach...jest dobrze. Na rowerku również. W kuchni najgorzej :) nie wiem jak można nie mieć zmywarki ☺ i notorycznie wymyślać potrawy, w ramach przygotowania których trzeba spędzać długie minuty, krótkie godziny przed blatem.
Acha:) na nartach w ogóle nie bolał :) pod koniec...karnetu:) się odezwał.

Nie mam natury osoby narzekającej, na cokolwiek...tak nas rodzice chyba wychowali:) Myślałam, że wszyscy tak mają, już wiem jak bardzo się myliłam :)
Więc jeśli ja uzewnętrzniam się tu (zasadniczo anonimowo, bo bardzo niewiele znajomych i nikt z rodziny nie wie, że prowadzę drugie życie w sieci;>) to znaczy, że musi mi doskwierać.
Jestem pewna, że nie byłoby tego postu, gdyby nie mój leciutki zawód na około - kręgosłupowych doktorach.

Jakiś czas temu w poradni rehabilitacji, do której przyszłam ze zdjęciem kręgosłupa i opisem: dyskopatia l5 - s1, niespojenie łuku s1 i niewielka rotacja osi długiej.  Proszę się rozebrać, przejść do drzwi i z powrotem, położyć podnieść nogę, ubrać się. Skierowanie na krioterapię przeciwbólowo i proszę nie dźwigać myć zęby na siedząco, nie schylać się. Koniec wizyty. (to było przed diagnoza SM|)

Na comiesięcznych wizytach u neurologa zgłaszałam, dwa razy z pewną przerwą, bez odzewu.

Lekarz rodzinny: widząc udrękę w mych różnobarwnych oczach, dał skierowanie do poradni rehabilitacji.

Poradnia rehabilitacji niedawno: proszę się rozebrać, proszę się przespacerować, "czy Pani wie, że ma lewe biodro lewe" (skąd mam do.. wiedzieć i co to znaczy), proszę się położyć podnieść nogę jedną drugą, proszę się na brzuchu położyć podnieść jedną nogę drugą, proszę się ubrać. Skierowanie na krioterapie, plus ćwiczenia na biodro. Koniec wizyty.

Ćwiczenia i kro będą w maju, od lekarza nie usłyszałam nic, co robić, jak ćwiczyć, jak rehabilitować, nawet dźwigać mi nie zakazał. Odpowiedział mi na jedno pytanie: czy ewentualna ciąża nie ześle mnie do łóżka na 9 miesięcy? odpowiedź: niewykluczone, a miała pani rezonans kręgosłupa? nie? no to już ja nic nie mogę trzeba do neurologa.
Teraz koniec wizyty:/

Kolejna wizyta u neurologa, kolejne podejście. Opowiadam, to co Wam opowiadam, Pani doktor, pierwszy lekarz, który mnie dotknął:) w sprawie kręgosłupa. Jest Pani bardzo młoda (31 :) ), więc nie chciałaby się Pani podjąć operacji kręgosłupa. Codziennie musi Pani rehabilitować kręgosłup, codziennie. A czego się nowego dowiedziałam? Że lordoza pogłębiona. To mnie akurat nie dziwi, bo pozycja na lordozę taką (brzuch do przodu, przeprostowanie:) pleców) pomaga choć na chwile zapomnieć o bólu:) W tym miejscu (neurologia) rozgoryczona nie jestem, bo wiem, ze zawsze mogę liczyć na pomoc.

Wróciłam do rodzinnego...załamał się równie bardzo jak ja :) a w gratisie dostałam skierowanie do ortopedy, w związku z biodrem i stopą pod tym biodrem. Z ćwiczeniami do czasu ortopedy kazała się wstrzymać, może ten ostatni coś więcej z siebie wykrzesa.
A neurologicznie u mnie interferonowo?
Sterydy skończyłam, większej poprawy nie ma, a na ostatniej wizycie kontrolnej u okulisty okiem po pozagałkowym zapaleniu nerwu wzrokowego zobaczyłam białą plamę...coś przeczytałam, ale gorzej niż na przedostaniej wizycie.

wtorek, 16 lutego 2016

Babeczki z masą krówkową (kajmakową :) ) z mascarpone :)

Babeczki z masą krówkową :)






Wspominałam, przy przepisie na ciasto marchewkowe z kremem z kaszy jaglanej , że resztę masy kajmakowej wykorzystamy...przy przepisie pisałam, ze może naleśniki z kajmakowym nadzieniem będą, przytoczyłam przepis na deserek:) , a koniec końców powstały babeczki z krówkowym nadzieniem :








Babeczki:


200g miękkiego masła
200g cukru
200g mąki
4 jajka
soda oczyszczona - łyżeczka

Masło ucieramy z cukrem, długo i porządnie :) (na najwyższych obrotach przynajmniej 5 minut)dodajemy po jednym jajku ciągle miksując (na niskich obrotach). Dodajemy mąkę (przesianą) z proszkiem do pieczenia i miksujemy kolejne co najmniej 5 minut.

Masa krówkowa:


mascarpone
masa krówkowa z puszki

szczegóły tutaj:) przy punkcie: masa krówkowa:)

Formę na muffiny wypełniamy łyżką ciasta, na to łyżeczka czubata:) masy i znów łyżka ciasta. Postarajmy się drugą warstwą ciasta przykryć masę kajmakową :)
Babeczki rosną, a przy masie w środku mogą chcieć kipieć, więc niech nasze trzy warstwy :) nie przekraczają 3/4 wysokości foremek:)

Pieczemy 180 st. około 20 min

Przeszukałam wszystko, komputer, aparat, telefon...zdjęcie wsiąkło :/ a robiłam...

poniedziałek, 8 lutego 2016

Ciasto marchewkowe... z kremem... z kaszy jaglanej :)

Ciasto marchewkowo - jaglano - krówkowe

Mogą być też muffinki


Będą dwie wersje, zdrowsza i niemniej zdrowa:) (no może trochę mniej) słodsza:)

Zapraszam dalej ♥

Pieczemy ciasto marchewkowe|

Jestem szczęśliwą posiadaczką Thermomixu, więc u mnie był to moment, może dwa. Szczęśliwszym nie posiadaczom tego sprzętu nie zajmie to wiele więcej czasu:)

Thermomix:
przepis tutaj:)
moje modyfikacje:
marchewki, zawsze jednak mi się naskrobie więcej, niewiele więcej - 350g
orzechów mielę przynajmniej dwa razy więcej - 100g
jajek daję 5
a mąkę pół na pół tortową z razową
kremu z ww. przepisu nie robimy :)

Nie posiadacze:
składniki w linku do Thermomixa plus powyższe zmiany
Ciasto będziemy robić prawie jak na muffiny *

*a muffiny z tego przepisu wychodzą...bajkowe, leciutkie, pyszne i w ogóle
możecie troszkę ciasta podebrać i sprawdzić (180 st ok 20 - 23min :) )
Najpierw marchewki traktujemy albo tarką (średnie - grube oczy, małe nie, średnie tak, ale nie wszystkie tarki mają) albo blenderem / robotem z kielichem
Orzechy albo ww. sprzętem, albo siekamy drobno
Wszystkie składniki wrzucamy i wlewamy do miski i mieszamy, możemy wspomóc się mikserem,  ale nie jest to konieczne. Mieszamy / miksujemy porządniej, niż przy muffinkach:)
W przepisie jest blach 25x35, ja mam mniejszą o 5 cm z każdej strony :) więc sobie pozwoliłam jeszcze na 12 muffinek uszczknąć (ale tylko po łyżce ciasta, na foremkę wkładałam)

No to pieczemy u mnie do suchego patyczka było zgodnie z przepisem bez 2 minut :) 180 st 40 - 45 min

wystudzone ciasto, u mnie następnego dnia przekrawamy na pół


Krem:) jaglany:

Krem jaglany, to była cudna improwizacja :)
Jak pamiętacie robiliśmy budyń jaglany - tutaj:)
 - jeżeli będziecie robić budyń specjalnie do kremu, to w ostatniej fazie gotowania, dolewamy tą mniejsza ilość mleka (1szklanka)
 - jeżeli, jak ja, będziecie wykorzystywać "zbyt dużą" ilość budyniu**, my zjedliśmy po jednej kokilce - mąż chciał jeszcze, ale ja miałam plany:)

czyli tyle :)

[bo ja tak lubię za jednym zamachem różne opcje wypróbować :) ]

** to, budyń zagęścimy łyżką mąki ryżowej :) albo pszennej :) i wystudzimy

No to krem: masło miękkie ubijamy na biało i puszysto, możemy dodać trochę cukru pudru***(dosłownie oprószyć), następnie ciągle miksując dodajemy po łyżce zimnego budyniu, na koniec (nieobowiązkowo - kwestia przyzwyczajenia), możemy wmiksować jajko, albo samo żółtko.

***wszystko zależy od słodkości naszego budyniu

Połowę kremu wykładamy na przekrojony biszkopt


rozsmarowujemy

i jeśli w tym momencie włożymy drugi blat...to będzie ta wersja zdrowsza :)
Taki drugi blat i tak możemy jeszcze czekoladą i orzechami wykończyć :) też zdrowo...a więcej o polewie na końcu przepisu się pokaże :)

Ale ja w Tłusty Czwartek robiłam, ciasto, więc musiała być jeszcze namiastka czegokolwiek...niewiele mniej zdrowego :)

Na warstwie kremu położyłam wafel, następnym razem będą to może herbatniki!

 [Nie miałam doświadczenia z waflami w cieście - bo ja wafle to tylko do nugatu:) - ale na jednej ze stron znalazłam wersje biszkoptu z waflami i kremem...stronę lubię, więc się zasugerowałam. Wafel zjawiskowego smaku ciasta nie psuje, ale jest on wyczuwalny w konsystencji, co mnie osobiście denerwuje:)

ale: dziś była moja siostra:) mój osobisty krytyk kulinarny - powiedziała, że jest przepyszne i, ze ona w ogóle nie czuje, o co mi z tym waflem chodzi :)

drugie ale :) : drugiego dnia wafel rozpływa się w ustach, jest i dla mnie niewyczuwalny :)

a w ogóle, trzecie ale:  mój mąż, który słówkiem się nie odzywał w sprawie ciasta, orzekł dziś, żebym zapisała tą improwizacje do mojego zeszyciku - przepisiku, bo ten środek (kremy i wafle:) )  jest spoko] spoko, u mojego męża to jest naprawdę komplement:)



Masa krówkowa:

Podobną robiłam, w ramach tego deserku:) była tylko ciut:) mniej krówkowa

Chwilkę miksujemy mascarpone (250g)


a następnie dodajemy masę krówkową**** (puszka) i miksujemy


do połączenia składników :)


**** przeważnie masą krówkową nazywam mleko skondensowane słodzone gotowane w puszcze, około dwóch godzin - taka wersja najbardziej mi smakuje, ale tym razem użyłam gotowej masy kajmakowej (zasadniczo też była pyszna :/ )
Masę wykładamy na wafel


Rozsmarowujemy


Ja do zrobienia masy zużyłam całą puszkę masy kajmakowej i całe opakowanie mascarpone, z zamierzeniem do zużycia w późniejszym czasie do czegoś:) (myślę, ze naleśników:) ) bo w ramach warstwy kajmakowej w cieście całości nie zużyjemy:)

Na masie krówkowej znów układamy wafla, herbatniki :)!


a na nim druga połowę masy jaglanej


rozsmarowujemy

Na masę drugą połowę biszkoptu


Wykańczamy polewą czekoladową i orzechami, albo migdałami :)

Polewa:
3 łyżki cukru i 3 łyżki kakao miksuję z jajkiem.
Pasek dwucentymetrowy :) z krótszego boku masła roztapiam
wlewam do kakaowej masy cały czas miksując

Gotowa masę wylewam na ciasto
Posypuję posiekanymi orzechami i już :)