piątek, 30 stycznia 2015

BARSZCZ W THERMOMIXIE...

czyli jak to zrobić, żeby cała kuchnia nie była w czerwone kropki, kropy i inne...
 nie będę pisała jak zrobić barszcz, bo każdy właściciel Thermomixa w książce przepis ma :)

ale chciałam pokazać mój patent na zastanie kuchni w ładzie i składzie, jak już nam się barszczyk przyrządzi :)

nie zrobiłam nigdy zdjęcia kuchni po thermobarszcu...ale wiemy, jak to się kończy...

ja na pokrywkę kładę ręcznik papierowy i to co miało zafajdać :) meble wokoło zostaje na ręczniku...


ani kropelki poza ręcznikiem...

czwartek, 29 stycznia 2015

KOCYK GRANNY SQUARE cz.3-4

Kocyk dla dziecka....
w cz 1. robiliśmy kółeczko
w cz. 2. właściwy kwadrat
część trzecia to łączenie kwadratów

część czwarta to wykańczanie...
mój kocyk obrabiałam w taki sam sposób, jak robi się kwadrat (cz. 2)
pierwsze okrążenie wszystkich połączonych kwadratów wykonałam włóczką białą (czyli tą, którą robiłam ostatnie okrążenie każdego kwadratu)... dla "wyrównania" naszego kocyka...


na powyższym zdjęciu pokazuję miejsca (przy łączeniu kwadratów), w których należy robić grupy trzech słupków...

kolejne okrążenia robię tak samo, tylko zmieniłam kolor włóczki... u mnie na zmianę niebieski i morski...

robimy okrążeni tyle...żeby nam się podobało, czy osiągnęło :odpowiedni" rozmiar :)
mój kocyk wyszedł w całości tak



w ramach ostatniego okrążenia uczyniłam ozdobną "falę"


a falę robi się bardzo prosto :)
w miejsca, w których robilibyśmy grupy słupków w ramach kolejnego okrążenia robimy kolejno: półsłupek, dwa słupki, oczko łańcuszka, dwa słupki, półsłupek

kolejno, w "środek" trzech słupków z poprzedniego okrążenia robimy oczko ścisłe
oczko ścisłe wykonujemy podobnie jak półsłupek tylko w ramach punktu 3 (patrz półsłupki) przeciągamy nitkę od razu przez oba "oczka" (miejsce, w które się wbiliśmy + to co mamy na szydełku)



i tak postępujemy w około :)
na rogach robimy dwa oczka łańcuszka :)

na sam koniec ja jeszcze wokoło obrobiłam półsłupkami, morską włóczką:)

CIASTO UCIERANE Z JABŁKAMI I... KRUSZONKĄ :)

Ucierane wspomnienie cudownych lat...z jabłkami tym razem :)

Przepis niezwykle podobny do tego :) na ucierane z truskawkami :)
...tu będzie więcej cukru i mniej mąki ziemniaczanej :) znaczy w ogóle :) zastąpimy ją budyniem...

Ciasto:

200g masła
200g cukru
4 jajka
200g mąki
budyń waniliowy
proszek do pieczenia łyżeczka - półtorej :)
ok 600g jabłek pokrojonych w mniej więcej kostkę

Kruszonka:

70g mąki
50g cukru
50g masła

co robimy...

jak dla mnie najważniejsze jest... masło:)
w zależności, czy będę piec ciasto rano, czy wieczorem wyciągam masło z lodówki odpowiednio, wieczorem dnia poprzedniego, albo rano dnia odpowiedniego :) masło musi być naprawdę miękkie:)

miękkie masło miksujemy z cukrem długo i na najwyższych obrotach... długo 5 minut co najmniej...
ja mam mikser taki :) znaczy starszy model:)
ZHM1267S / ZHM1267L / ZHM1267I (481.67) - Miksery
i ciasto ucierane robię ręcznie bez użycia stojaka, bo do pięciu minut musiałabym dodać jeszcze dużo kolejnych...

gdy masło z cukrem utrzemy dodajemy kolejno po jednym jajku i miksujemy na niskich obrotach... po dodaniu jajek masa powinna zrobić się gładka i gęściejsza :)

mąkę z budyniem, proszkiem i szczyptą soli przesiewamy do masła z cukrem i jajkami, można na dwa razy... i miksujemy równie długo jak masło z cukrem wcześniej... zaczynamy od niskich obrotów (co by nasza mąka nie osiadła na każdym pobliskim kuchennym sprzęcie), a kończymy na najwyższych :)

ciasto przekładamy do formy (ja mam taką ok 20/30) rozprowadzamy równo ciasto, a na nim równie równo pokrojone jabłka...a na te ostatnie kruszonkę... (kruszonkę zagniatamy z podanych składników, a następnie rozcieramy miedzy palcami i posypujemy jabłuszka)

pieczemy 180 st. w moim piecu ok. 55 minut.

 ... no i tak to wyszło :)
na ciepło pochłonęłam cały pasek (na szerokość na szczęście :) )
mam nadzieję zostawić coś niecoś do popołudnia :) i jutra :)

                                                    :)

piątek, 23 stycznia 2015

Moja ciąża i moje SM...

...pisałam już kiedyś o SM i ciąży, tylko wtedy tak naprawdę nie maiłam wiary, że kiedykolwiek będę...mamą...
...w związku z tym, że nie było nam dane tak długo zostać rodzicami skłanialiśmy się z mężem raczej ku adopcji...niż kolejnym latom starań (abstrahując od tego, że adopcja to dopiero lata starań:)
...z tyłu głowy miałam słowa pielęgniarki, żeby "iść na żywioł" wtedy się z nich śmiałam, bo "wiedziałam", że u nas nawet żywioł się nie sprawdzi....
...teraz...nie wiem czemu...po pierwsze, niedane mi było donosić ciąży, po drugie, co miało na to wpływ...czy interferon, czy nie interferon...
...zaraz po teście ciążowym zastrzyki poszły w las, za nakazem mojego neurologa...
...tylko, że trzy dni później poroniłam...
wiem, że instynkt to żaden dowód...ale nie wydaje mi się, żeby  to przez zastrzyki... przez chorobę... nie wiem...

trafiłam na ostry dyżur ginekologiczny... z krwawieniem, bólem podbrzusza... było jak rok wcześniej...przecież czułam, wiedziałam, że poroniłam, nie liczyłam na cud...a w zeszłym roku, diagnoza ostateczna w marcu, czy kwietniu, ale ja już od stycznia żyłam SM...
...ja nie potrafię widzieć kolorów...

...nie zdecydowałam się na łyżeczkowanie (za zgodą lekarza)... chciałam do domu...dzisiaj pierwszy raz od niedzieli wyszłam z domu... pojechałam na kontrolę... w ciele jest jak jest... ale w sercu, głowie, duszy nieznośnie...
... znam tylko jedną kobietę, która poroniła...moja teściowa...ale jej nie powiem...nie chcę...a bliskie mi człowieki, z którymi mogę porozmawiać... współczują...ale w ogóle nie rozumieją...bo jak mają rozumieć...ja sama jeszcze tydzień temu tego pewnie nie rozumiałam...

wtorek, 20 stycznia 2015

JAK ZWYKLE CHCĘ WSZYTSKO PRZYSPIESZYĆ...

Ja chcę, żeby zbyt szybko wszystko wróciło do "normalności"...
Tak samo było z SM...
Jeszcze na okulistyce...jeszcze nie było pewności...a ja już pogodziłam się z diagnozą, której jeszcze nie było...
tak się pogodziłam, że wciąż, mimo że rok minął...nie potrafię przyjąć jej z całym dobrodziejstwem...
bo po co przyjmować....

Niedziela była przedwczoraj...a ja chcę dziś, żeby było normalnie? Nie chcę nie płakać, nie chcę nie myśleć...chcę to wszystko pojąć...

Zawsze ze wszystkim tak postępuję, chcę od razu zamknąć drzwi...wydaje mi się, że szybko będzie lepiej...tylko, że nigdy nie jest...w taki sposób moje bóle nigdy nie są wyleczone...udaję, że ich nie ma, a one nie pozwalają mi normalnie żyć...

moja choroba moje stwardnienie rozsiane, moje wczoraj i moje dzisiaj, a jutro...jutro jest dopiero jutro, a ja jestem człowiekiem wielkiej wiary :)

>> napisałam to w zakładce SM...czy ja miałam taką wiarę kiedyś, czy naprawdę potrafiłam żyć dzisiaj, a nie jutro i wczoraj... pewnie nie, ale mocno musiałam w to wierzyć...

DESEREK :)

Krówkowy, kajmakowy słodziutki, puszysty deserek :) 

Idealny do małej czarnej...kawy :)

Jak nie mogę nazwać czegoś słodkiego ciastem, ciastkiem, ciasteczkiem, czy inną babeczką, to nazywam deserkiem :)

ale budyń, galaretka, czy inny kisiel, to już nie deserek, bo to kisiel, budyń, galaretka...na deser:)

Deserki u mnie powstają w ramach lodówkowych i szafkowych porządków...a potem już zostają na zawsze w repertuarze... bo się okazuje, że coś tak pysznego jeszcze mi się nie przydarzyło :)

no to deserek :)

to jest pierwsza wersja, czyli porządkowa...
co potrzeba:
tartaletki / małe naczynia do zapiekania
 piekarnik :)

spożywcze potrzeba:

na spód:
moja wersja "resztkowa":
wyschnięte pierniczki, ciasteczka, biszkopt - zemleć w blenderze
masło
=> masło roztapiamy (u mnie na 4 deserki 1/8 kostki, pasek taki) i łączymy ze zmielonymi ciastami
wylepiamy naczynia do zapiekania i podpiekamy... u mnie około 12 minut w 180 st. C

wersja "nie resztkowa" 1:
herbatniki - zmielone w blenderze
masło
=>postępujemy podobnie jak wyżej, tylko masła pewnie troszkę więcej (bo domowe ciasta, biszkopty są bardziej maślane same w sobie)

wersja "nie resztkowa" 2:
ulubione kruche ciasto na spód
=>zagniatamy ulubione kruche i podpiekamy

na nadzienie:
mascarpone
puszka mleka skondensowanego słodzonego*, albo gotowa masa krówkowa
orzechy

* puszkę należy włożyć do garnka z wodą i gotować około 2h
po tym czasie wystudzić i dopiero otwierać

na całe opakowanie serka (250g) zużyłam około 4 łyżek czubatych przygotowanej masy z mleka
(dlatego też chyba taki deserek mi wyszedł...wcześniej po prostu zjadłam :( większą część puszki)

=> mascarpone z masą miksujemy do połączenia składników
wykładamy na podpieczone wystudzone spody
i dekorujemy orzechami...duuużo orzechów... posiekanych
wkładamy do lodówki

ja uwielbiam słodkie...bardzo słodkie...a ten deser nawet mój średnio słodki mąż pożarł :)
...i prosto z lodówki deserek nie jest tak słodki, jak taki, który się "ogrzał" przed podaniem

                                                  :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

1. Chyba się oszukuję... 2. Byłam mamą...

1.
...troszkę...
moje SMowe posty nie są przygnębiające... raczej pozytywne... ale chyba je piszę siedząc jakby obok...ja chcę żeby tak było, ba ja nawet wierzę, że tak jest...przecież żyję normalnie...znaczy tak jak żyłam przed diagnozą...poza zastrzykami nic się nie zmieniło...nawet na nartach byłam...ale nie potrafię żyć tym co jest tu i teraz...ja widzę przeszłość i rozważam przyszłość...
to jest chyba to co nie pozwala mi się pogodzić... z chorobą? Przecież ja rok temu znalazłam dla niej miejsce w mojej codzienności.... właśnie, codzienności, tu i teraz, jest taka jaka jest na oko raptem trochę gorzej widzę... ale ja nie wiem jaka będzie w przyszłości...a ja tak bardzo nie radze sobie z niewiadomymi... to jest to oszustwo... dopóki nie zaakceptuje niejasnej przyszłości nie będę w stanie żyć normalnie dzisiaj...
2.
tego posta zaczęłam pisać kilka dni temu, w międzyczasie wydarzyło się w moim życiu coś w ogóle niespodziewanego i nie do opisania wspaniałego...coś co bardzo szybko zostało mi odebrane...
coś czym mogłam cieszyć się niespełna 3 dni...
...już nawet planowałam, że tego posta kończyć nie będę, a powstanie szereg postów o ciąży przy SM, mało tego ciąży chorej kobiety, która leczyła się interferonem...

zrobiłam test apteczny i test z krwi...zadzwoniłam do neurologa odstawiłam interferon...to był piątek, a w poniedziałek....dzisiaj... miałam iść do ginekologa.... nie zdążyłam....przestałam być mamą...

nie umiałam sobie nigdy wyobrazić, ja chyba nie mogłam zrozumieć dlaczego, kobiety przy tak wczesnych poronieniach (u mnie to był 6tc) tak bardzo przeżywają stratę....do wczoraj....

a jaki jest wniosek: ...
nie potrafię żyć dzisiaj, bo nie wiem co będzie jutro...a to jutro nie dotyczy mnie...o siebie się nie boję...boję się w moim SMowym jutrze o ludzi których kocham, którzy mnie kochają i którzy są i będą...i o dzieci...które nie wiem  czy będą

a tak w ogóle pewnie powinno pojawić się pytanie, jak mogłam do tego dopuścić.....przecież wyraźnie jest napisane, że kobiety przy interferonie powinny stosować antykoncepcję...tylko, my przez 6 lat przez sześć długich lat przed diagnozą staraliśmy się o dziecko....może dlatego tak skrupulatnie przestałam zwracać uwagę na swoje ciało i to co mi sygnalizowało...

Cały ostatni rok zadawałam sobie pytanie nie dlaczego ja, tylko po co mam SM...
Pytanie, które postawiłam wczoraj dotycząc poronienia....po co....może dlatego, żebym odkryła jak ogromne połacie instynktów macierzyńskich we mnie drzemią, może po to, żebyśmy zobaczyli, że możemy mieć dzieci....

dzisiaj jestem trochę spokojniejsza.... będzie bolało jeszcze długo, jeszcze długo będę płakać i pytać...ale co dzień będzie lepiej...

wtorek, 13 stycznia 2015

TACE DECOUPAGE Z RÓŻNOBARWNYMI PRZECIERKAMI :)

Lata temu poznałam "postarzanie". wszystko, co mi się napatoczyło było postarzone...
...ale tak klasycznie, tak udając, że jestem taki stary mebel, że aż mi farba schodzi...
...potem przestałam doceniać takie "stare"...bo albo się jest starym meblem z odpryskującą farbą, albo się bałamuci otoczenie :)
  Tutaj pokazuję między innymi właśnie jak wykonać przecierki :)

...pewnej chwili naszła mnie myśl, żeby postarzając odmłodzić to i owo... poza tym brakowało mi kolorów :) miałam dość brązowej (imitującej drewno) farby wyskrobanej (imitując starość) :) spod białej :)


i tak się zaczęło... spod białej, czy innej jasnej farby zaczęły przebijać czerwienie, żółcie, fiolety i inne zielenie :))

...w dodatku przecierki zaczęły dominować, w miejscach, które w naturze się tak łatwo nie starzeją..


...już nie tylko na rantach i kantach :) ale potrafiłam przecierki robić na całych powierzchniach dekorowanych :)

... nie zawsze były naturalne :) czasem, jak poniżej prezentowały się jakby dziecko kredki notabene świecowej użyło ... czemu tak... nie wiem... ale podobało się, bardziej innym niż mi :)
już z takich "kredkowych" tac żadna się nie zachowała, każda znalazła nowy dom :)












:)


TACA DECOUPAGE... krok po kroku

Taki, jeśli chodzi o zdjęcia, bardzo mini kursik decoupage ze spękaniami...i przetarciami :)

Co potrzebujemy:)

* tacę - moją zrobił tata męża, ale z łatwością można znaleźć w internecie :)
* farby jasną i ciemną... u mnie dosłownie biała i czarna
* wikol, albo klej do decoupage
* lakier do wykończenia całości
* pędzle, gąbki  (do farb, do lakierów i do kleju - nie, jakieś specjalne :) )
* serwetki, albo papier do decoupage
* świeczka
* papier ścierny
* klej do spękań (tu jednoskładnikowy)

na zdjęciu taca już pomalowana

* pomysł (do mnie zawsze przychodzi już w trakcie pracy ;) )i chęci
Zdjęć mam tylko kilka...będę starał się słowem wyjaśnić :)
1. Malujemy tacę jasną farbą akrylową do drewna
(w naszej sytuacji możemy pomalować jedynie te miejsca, w których chcemy mieć przecierki)
Pierwsza warstwa jest potrzebna, aby w wybranych miejscach zrobić przetarcia ( u mnie są białe przetarcia (pierwsza biała warstwa farby), wychodzące z czarnej farby):
 2. Aby uzyskać przetarcia: po wyschnięciu pierwszej białej warstwy, miejsca, w których chcemy mieć przetarcia (u mnie ranty) przecieramy świecą, kilka razy w każdym z wybranych miejsc.

3. Malujemy całą tacę drugim kolorem, ciemnym (u mnie czarnym)



4. No i teraz nie mam już zdjęć z pracy w ogóle :)

5. Po wyschnięciu czarnej farby nakładamy jednoskładnikowy lakier do spękań, postępując zgodnie z instrukcją :)
Lakieru nie musimy nakładać na całą tacę, tylko na wybrane przez nas miejsca
Sposób nakładania lakieru zaowocuje charakterem naszych spękań
Musimy pamiętać przede wszystkim o tym, żeby nie kłaść lakieru dwa razy w tym samym miejscu. bo się zrobi tak :) (lewy górny róg)

Grube spękania powstają, gdy warstwa lakieru nie jest cienka (jak poniżej na liściach w dolnym lewym rogu :) )


5a. :) ten punkt możemy wykonać teraz, albo na końcu, przed ostatecznym lakierowaniem:
bierzemy papier ścierny i delikatnie ścieramy miejsca, które smarowaliśmy świeczką... w ten sposób otrzymamy przetarcia :)
jak już otrzymamy satysfakcjonujący efekt, musimy przetrzeć tacę, pozbywając się pyłu po przecieraniu :)

6. No dobrze to teraz jasne tło i liście :)
jak lakier do spękań porządnie wyschnie należy blat tacy znów pomalować białą farbą
Farbę nakładamy w ten sam sposób co lakier, pamiętając, aby nie malować dwa razy w tym samym miejscu
W zależności od tego, czy będziemy malować farbą "wzdłuż", czy" w poprzek" linii lakieru wyjdą nam inne spękania

7. Jak farba będzie schła będą się pojawiać nasze spękania
Czekając na wyschnięcie farby wycinamy wzory z papieru do decoupage, albo serwetek papierowych (przy serwetkach, po wycięciu oddzielamy warstwę serwetki z nadrukiem... resztę eliminujemy :)

8. Gdy farba wyschnie przyklejamy używając kleju do decoupage, bądź rozcieńczonego wikolu motywy do tacy

9. czekamy aż motywy wyschną i lakierujemy całość lakierem akrylowym bezbarwnym :)


:)






środa, 7 stycznia 2015

9 MIESIĘCY Z INTERFERONEM I... TAKA ROCZNICA...

...była wczoraj :/
Rok temu 6 stycznia miałam "ten" "najważniejszy" rzut SM...
Nie wiem, czy tak dokładnie pamiętam datę, bo miał to być "ten pierwszy rzut SM", a nie twierdzenia, że "to od kręgosłupa", czy może dlatego pamiętam, gdyż znam jego przyczynę...bo czy można zaniewidzieć z dnia na dzień bez przyczyny...

to taka smutna rocznica... to wtedy moje życie zaczęło się zmieniać... niby od dziecka wiedziałam, co to za choroba, ale u innych wygląda inaczej niż u nas....

a ze spraw bieżących...jest dobrze :) znaczy nie żeby już Zosia Samosia zastrzyki robiła, ale:

jest zima w mieście, a nie chlapa... tylko to pewnie niedługo...

poznałam kolejną dziewczynę na oddziale, Aneta przyjeżdża z okolic rodzinnych stron mojego męża :) po raz pierwszy nie ja byłam początkującym bywalcem oddziału :) Aneta dopiero zaczyna, dopiero pierwszy raz przyjechała po leki po klasyfikacji do programu...

byliśmy na nartach i... moje oko w ogóle nie zareagowało, a jeszcze niedawno nawet na spacer góra dół klatką schodową zachodziło mgiełką :)

Już coraz bliżej do rezonansu... SMowej wyroczni..

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Tyle planów...

...przedświątecznych, blogowych miałam...

mam ogromną nadzieje być tu w przyszłym roku i poprawić tegoroczne niedociągnięcia....


... a miało być i o pierniczkach w puszeczkach po kawie (a pierniczki wiadomo ważne...tym bardziej, jak do znudzenia rok w rok rodzina powtarza, że tona pierniczków z powodzeniem mogłaby zastąpić wszystkie ciasta świąteczne... a może nawet 12 wigilijnych potraw :) )

 zdjęcia wybrakowane...puszeczki są, ale pierniczków brak :(


 ale kształty pierniczków, takie jak ozdób choinkowych z masy solnej :)




... i o choince, której nie dało się zrobić zdjęcia, co by wyglądała tak uroczo jak w rzeczywistości :)


tak to jest jak się zdjęć robić nie umie...i jeszcze ta gałąź wystająca w pierwszym planie :))

jak również o przygotowaniach to ubierania drzewka... miałam na ten rok już dawno zaplanowaną niechęć do bombek :)





... i o STEFANCE :) w niektórych regionach zwanej miodownikiem, w innych Stefankiem :) a gdzieniegdzie grysikowcem :)
Dla mnie jest to jedyne powtarzalne ciasto :) przepis w rodzinie od zawsze, babcia piecze na każde większe wydarzenie rodzinne :)
A powtarzalne...bo w moim repertuarze cukierniczym, jest jedynym wypiekiem, w którym nic nigdy nie modyfikuje :)
... i po świętach o jednej z mamusinych choinek... na patyku :)
... i o lawendzie, jak się okazało, z zamiłowania do tego wiecznie zielonego krzewu, każda z nas postanowiła jakoś wkomponować identyczny bukiecik, w ramach swoich świątecznych wariacji :))





 ...z przymrużeniem oka te lawendy troszeczkę tak jakby :)