czwartek, 17 lipca 2014

INTERFERON I PODRÓŻE...

...jeździmy z mężem, od pierwszych małżeńskich wakacji na południe Europy, to jest taki czas, który musi być, kiedy na dwa tygodnie pamiętamy tylko o sobie i tylko dla siebie odcinamy się od domu, pracy, obowiązków wszelkich :)

...jak w styczniu diagnoza się zaczęła stawiać, jak w marcu się już postawiła, a jak już się człowiek oswoił, to się zrobił czas naszych corocznych wyjazdów...
...wiedziałam, że muszę mieć jakąś podstawę, jakieś zapewnienie, żebym mogła ze spokojnym sumieniem jechać :)
...zapewnienie było: trzeba żyć normalnie, na co musiałam oznajmić pielęgniarce i lekarce, ze moje normalnie to pochłanianie bałkańskich promieni słonecznych, w większej ilości niż mój mąż (ale ten w wigwamie* się "opala" :) ), ale mniejszej niż tak zwane człowieki patelnie :)
...zalecenie: pod parasolem, dużo w wodzie się chłodzić, starać się nie nagrzewać i ... jechać normalnie :)

 *nie używamy parasola, tylko coś jak namiot trójkątny bez jednej ściany :) , a w zasadzie jest to wiatrochron :)

Pojechaliśmy, znaczy wcześniej lodówkę samochodowa zakupiliśmy co by się interferon nie ugotował :)
Wyjeżdżając z Krakowa nie mieliśmy planu dokąd :)
 Dylemat był, bo chcieliśmy jechać niezbyt bardzo daleko, na Istrię na przykład, tylko ze wszystkie prognozy w tym czasie pokazywały pogodę podłą, nie tylko na północy, ale w całej Chorwacji...
Wszystkie drogi prowadza do...tu pasuje napisać nie "do", tylko "z" :) Budapesztu, właśnie tam musiała być podjęta decyzja, w którą stronę :)
Ja marzyłam tylko o słońcu, więc tak jak rok temu i jeszcze rok wcześniej nasze koła skierowały się w stronę Bośni i Hercegowiny, aby następnie przemknąć przez Czarnogórę i wylądować w Albanii, którą pokochałam w zeszłym roku...
Przypuszczam, że podświadomie wiedzieliśmy, ze tam dojedziemy i równie podświadomie martwiliśmy się, że nagle wszystko zrobiło się daleko i męcząco :))

Czas chyba przejść do meritum: interferon

Pierwszy zastrzyk zagraniczny w Bośni, w motelu, w którym na noc się zatrzymaliśmy, warunki sprzyjające dla zastrzyku :) dla po zastrzyku chyba mniej... bo już bez paracetamolu i objawy grypopodobne mnie zbudziły :) ale zimno udało się pokonać zakokonowaniem się :)

Kolejne zastrzyki przez cały pobyt bardzo spokojnie, bez dodatkowych nieprzyjemności :) poza jednym wieczorem, nocą, kiedy to kibicowałam Portugalii :( chyba długo i grypa zdążyła przyjść, zanim ja poszłam spać :)

Z innych spraw, moje ciało niezbyt jest przychylne zastrzykom, w zasadzie to najwcześniejsze ślady po kłuciach mogę pokazać :/ (w zasadzie to głównie na nogach) dlatego miejsca po zastrzyku na plaży były atakowane kremem z ooogromnym filtrem, a poza tym starałam się nie zapominać chronić ich dodatkowo chustą :)

Najważniejsze to to, że ja pochłaniacz bałkańskich promieni...byłam absolutnie zdyscyplinowana:) jeżeli chciałam plackiem poleżeć to po południu :)

W warunkach podróżniczych zastrzyk był tylko raz, w drodze powrotnej do domu, na chorwackiej autostradzie, w samochodzie :)

Najważniejsza z mojego punktu widzenia w podróży z interferonem jest... lodówka (nie tylko) samochodowa :)
Przed wyjazdem mąż mój tłumaczył mi, jak bardzo potrzebujemy kupić taką lodówkę, która ma dodatkowy kabel, do normalnego domowego gniazdka (nie będę tu pisać, ze jest on elektrykiem, bo wtedy pewnie musiałabym użyć jakiś innych dodatkowych słów, poza: "kabel" i "gniazdko" :) )
Ja wówczas niespecjalnie przekonana, że nam się przyda taka wersja lodówki, zwracam honor mojej zapobiegliwej drugiej połówce...:)

Lodówka chodziła praktycznie przez calusieńki urlop... :) w samochodzie wiadomo, bo gorąco, w Albanii wiadomo...bo gorąco :)
Taka samochodowa oziębiarka, może zmniejszyć temperaturę do 10 - 15 st. C poniżej temperatury otoczenia, co oznacza, ze w sytuacji nawet najpodlejszych upałów w naszej lodóweczce nie powinniśmy przekroczyć zalecanej temperatury przetrzymywania intereferonu :)

Tutaj powinno pojawić się pytanie, a co z lodówką "stacjonarną"... otóż zapytałam się mojej pielęgniarki i dowiedziałam się, żeby wynieść leki do najzimniejszego pomieszczenia w domu, ale nie przechowywać ich w lodówce :(
...no i dlatego mamy lodówkę rozsądnie oziębiającą, tylko...jeszcze nie wiem dlaczego musieliśmy kupić taką, która poza dodatkowym kablem :) ma również funkcję grzania :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz