wtorek, 2 września 2014

PIĘĆ MIESIĘCY Z INTERFERONEM...

...minęło.
Dzisiaj na oddziale były badania, więc i na SORze :) były też...
Potem okazało się, że nie dostarczono kapturków, igieł i wacików, więc jeszcze się jutro może nie, ale w czwartek wybieram do szpitala...
Po raz pierwszy spotkałam osobę nie stroniącą od kontaktów z innym SMem osaczonym człowiekiem :) a zaznaczyć trzeba, że jest tam nas co najmniej 3 sztuki co miesiąc i jak dotąd zawsze inne sztuki :) Gosia była pierwszą, która nie spuściła głowy, pierwszą, która chciała rozmowę utrzymać :) Na przyszły miesiąc umówiłyśmy się na ten sam dzień :) a w ogóle to obie nie wiemy, dlaczego Ci których spotkałyśmy na swojej drodze tak bardzo się grodzą od innych chorych, innych, którzy przecież najlepiej wiedzą, co oni czują...

a wracając do meritum...nic się nie zmieniło...nocami raczej śpię innych objawów brak, poza okiem, które nie daje mi spokoju jak się zagalopuję z aktywnością :))
a zastrzyków oczywiście... nie robię ;/ męża mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz