środa, 5 października 2016

Wrażenia po pół roku bez glutenu ( i laktozy :) )


Pół roku bez glutenu, czyli jak to u mnie było :)

Jeżeli dieta taka nie wniosła wiele "prozdrowotnie":) to przynajmniej pozwoliła poznać nowe smaki, a co najważniejsze kazała myśleć o tym co się je:)
Czas bezglutenowy to czas w którym przestałam jeść cokolwiek, to czas kiedy każdy posiłek był daniem, a nie jakimś przypadkowym składnikiem 

Czy coś zmieniło się po pierwszym tygodniu? ( kawałek nieopublikowanego posta z początków :) )

Przez pierwsze trzy dni byłam nieustannie głodna, pomimo jedzenia większych porcji niż zwykłam pożerać wcześniej.
W tym czasie jadłam dużo mięsa, co jak na poprzednie przyzwyczajenia było absolutną nowością. Do tej pory i owszem mięso jadłam często, ale raz dziennie, nie pamiętam żebym sobie kanapkę na śniadanie pierwsze, drugie  czy kolacje z wędliną zrobiła.

Co na przykład jadłam:



wieloziarniste  "sezamki" z wędliną
                                           z pesto szpinakowym
kasza jaglana z orzechami / słonecznikiem i miodem
chleb bezglutenowy z pastą z ciecierzycy
mięso takie siakie i owakie z kluskami śląskimi
                                           z plackami ziemniaczanymi
mleko ryżowe

Tyle niedokończonego postu, a teraz podsumowanie :) (ciąg dalszy postu po dwóch miesiącach)

Po pierwsze zeszczuplałam, pomimo jedzenia większych ilości ( to jakoś, ani po pierwszym tygodniu, ani też miesiącu nie przeszło). Oczywiście większe nie oznaczają, że zjadałam dwa razy większe porcje niż dotychczas, ale jednak więcej czasu spędzałam przy stole :)

Po drugie brzuch mój, który zawsze miał tendencje do wzdęć przewlekłych...uspokoił się.
Odkryłam, że są składniki, które wybrzuszenia :) powodują (u mnie). Póki co na 99% pewna jestem, że są to orzechy włoskie, których zawsze w kuchni dość dużo używałam, chociaż nigdy za nimi nie przepadałam (solo) :)
Zawsze też podejrzewałam, że winne jest mleko i jego przetwory. Dziś był dzień pierwszy kiedy jajecznicę usmażyłam na maśle, pożarłam dwa grube plastry twarogu i... nie wiem:) Brzuch niby nieswój od śniadania, ale dziś ponadto przygotowywałam pastę z soczewicy, wiec sobie troszkę podjadłam.

I tu pojawia się po trzecie. W ramach bezglutenu w przeciągu tych dwóch miesięcy jadłam znacznie więcej warzyw strączkowych i...nie powodowały one jakiś ewidentnych, widocznych, uciążliwych historii. Tylko akurat soczewicy do dziś nie próbowałam :) więc nie wiem, czy winny będzie twaróg, czy możne soczewica, a może jeszcze coś?:)

Znów kilka dni później :):

Bezglutenowe jedzenie podoba mi się, głównie za to, że nie otwieram szafki, lodówki i nie zjadam co wpadnie, tylko muszę...coś przygotować.
Bezlaktozowe jedzenie...podoba mi się mniej:) Dlatego też od zeszłego tygodnia nabiał wrócił do mojej kuchni.
W sporze z zeszłego tygodnia twaróg/soczewica...winowajcy brak. Pastę z czerwonej zjadam od kilku dni, twaróg też znajduje miejsce w moich śniadaniach, a ja dyskomfortu nie czuję:)
Na dniach sprawdzę mleko, bo przypuszczam jednak, że to w czasach przedostatnich mogło być zmorą mego układu trawiennego :)
Tak prawdziwie, to mogłam darować Wam wywodu, bo wiemy, że w zaistniałym twarogu laktozy jak na lekarstwo (albo na lekarstwie :) ), no, ale...już napisałam :)




Pół roku później :)

Wciąż glutenu nie jem, ale dwa razy pozwoliłam sobie na sprawdzenie jak to będzie, jak zjem owsiankę (która, w teorii winna być bezglutenowa:) ), albo placki z cukinii z kaszą jęczmienną
Pierwsze były placki. Zrobiłam furę, mąż z całością sobie nie poradził, a ja stwierdziłam, że przecież kasza jest zdrowa, a poza tym nie wierzyłam, że mogę mieć jakiekolwiek dolegliwości poglutenowe (przy jęczmieniu, bo uznałam go jednak za mniej groźnego od pszenicy :) )
Przekonałam się po kilku godzinach, dzień był jak co dzień, jedzenie też, tylko te placki - taka nowość. Brzuch urósł i bolał bardziej niż kiedykolwiek:)... w ostatnim czasie :) Po tej przygodzie dałam sobie spokój z czymkolwiek glutenowym.
Po miesiącu, niedawno skusiłam się jednak na owsiankę! 4 łyżki tej pysznej mlecznej zupy :) Owies wiadomo zboże bezglutenowe, tyle tylko, że zanieczyszczone bardzo. Ja nie mam celiakii, więc nie muszę sprawdzać wszelkich opakowań w amoku,( łącznie z nospą :) )
Wierzę, że z glutenem (u mnie) może być podobnie jak z laktozą, małe dzieci mówią tak, a wielu z nas dużych dzieci mówi nie (przetworom mlecznym). Oznaczałoby to, że mamy jakąś tolerancję glutenu (podobnie jak laktozy) i do jej granicy nie odczujemy (na dzień dzisiejszy) negatywnych działań ich spożycia. Ja tych placków zjadłam pół fury, a nawet większe pół, bo mój mąż to taki sobie jadek:).

Ale co z owsianką? 4 łyżki owsianki - gotowej owsianki! - nie miało chyba prawa zaszkodzić prawda:) A szybciutko brzuch wzdęty i niezadowolony. Nie wzięłam na poważnie tej owsianki, bo znam moja, mamę męża i wiem, że jak mówi, że nic nie wrzucała, to jednak coś jest na rzeczy :) (owsianka była dla mojego męża taty, ale , że on mniej więcej 3 łyżki zjeść chciał, to ja garnek wyczyściłam :) )
I to nie mleko zaszkodziło, bo podobno, mama dla taty ugotowała na wodzie :)

Musiałam, ten owies sprawdzić u siebie. Wprawdzie owsianki nie zrobiłam, ale batony musli głównie owsiane tak, i biszkopt z mąki owsianej też. Wszystko jak się domyślacie było słodkie, a ja słodkie lubię, więc zjadałam jednorazowo dużo. I co:) i nic :)

Wniosek:
kasza jęczmienna = gluten
owies = znikomy gluten
Niewielkie ilości, w dzisiejszym spojrzeniu na reakcje mojego organizmu nie powodują dyskomfortu, takie trochę większe już tak.

Przepisy na obie słodkości niebawem sprawię :)

A odnosząc się do pierwszego zdania w tym poście, o tym, że dieta niewiele wniosła pro zdrowotnie, to niewiele przecież nie znaczy wcale, prawda:)

Po pierwsze, znalazłam po 31 latach wałęsania się po świecie sposób, na ciągłe kontrolowanie ilości i godzin spożywanych posiłków.  Jedząc zeszczuplałam i jedząc utrzymuje wagę.
Po drugie nie mam jak kiedyś okresów z przewlekłymi jedno-, dwutygodniowymi bólami głowy.
Po trzecie wspomniany brak wzdęć i regularne codzienne wizyty, tam gdzie król chodzi piechotą :)
Po czwarte (dla kobiet, po pozagałkowym zapaleniu nerwu wzrokowego, u których nie doszło do pełnego cofnięcia zmian) mogę od jakiegoś czasu znów malować oczy- oba :)). Sokoli wzrok mi nie wrócił, ale widzę na tyle prawym okiem, żeby móc na lewym nawet kreskę zrobić :)
Po piąte mam więcej energii (nie tylko przed południem jestem do życia, ale i wieczorem ciasto upiekę :) )

Czy te dobre oznaki są spowodowane porzuceniem glutenu, czy może jednak zmiany diety w całokształcie? Mi jest dobrze i póki co nie mam zamiaru witać się na nowo z tym białkiem.

Z innych objawów dodatnich...gdyby nie dieta nie wiem, czy byłabym już na etapie tak różnorodnego wymyślania nowych, innych przepisów

A laktoza?

Jem przetwory mleczne, ale z nieznanych względów nie mogę patrzeć na ser żółty, którym kiedyś zawsze zastępowałam wędlinę. Jogurty owocowe wypleniam w domu, a naturalne tylko w ciastach, mleko do placków, naleśników, czy zup mlecznych, do kawy nie używam, a zup nie zabielam, twaróg lubię i jem, masło też (nieprzesadnie :)). Podsumowując laktozy w mojej diecie jest niewiele, tolerancyjnie. A przekroczenie tej granicy (kubek mleka z miodem, podczas choroby) to u mnie przedawkowanie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz