poniedziałek, 19 stycznia 2015

1. Chyba się oszukuję... 2. Byłam mamą...

1.
...troszkę...
moje SMowe posty nie są przygnębiające... raczej pozytywne... ale chyba je piszę siedząc jakby obok...ja chcę żeby tak było, ba ja nawet wierzę, że tak jest...przecież żyję normalnie...znaczy tak jak żyłam przed diagnozą...poza zastrzykami nic się nie zmieniło...nawet na nartach byłam...ale nie potrafię żyć tym co jest tu i teraz...ja widzę przeszłość i rozważam przyszłość...
to jest chyba to co nie pozwala mi się pogodzić... z chorobą? Przecież ja rok temu znalazłam dla niej miejsce w mojej codzienności.... właśnie, codzienności, tu i teraz, jest taka jaka jest na oko raptem trochę gorzej widzę... ale ja nie wiem jaka będzie w przyszłości...a ja tak bardzo nie radze sobie z niewiadomymi... to jest to oszustwo... dopóki nie zaakceptuje niejasnej przyszłości nie będę w stanie żyć normalnie dzisiaj...
2.
tego posta zaczęłam pisać kilka dni temu, w międzyczasie wydarzyło się w moim życiu coś w ogóle niespodziewanego i nie do opisania wspaniałego...coś co bardzo szybko zostało mi odebrane...
coś czym mogłam cieszyć się niespełna 3 dni...
...już nawet planowałam, że tego posta kończyć nie będę, a powstanie szereg postów o ciąży przy SM, mało tego ciąży chorej kobiety, która leczyła się interferonem...

zrobiłam test apteczny i test z krwi...zadzwoniłam do neurologa odstawiłam interferon...to był piątek, a w poniedziałek....dzisiaj... miałam iść do ginekologa.... nie zdążyłam....przestałam być mamą...

nie umiałam sobie nigdy wyobrazić, ja chyba nie mogłam zrozumieć dlaczego, kobiety przy tak wczesnych poronieniach (u mnie to był 6tc) tak bardzo przeżywają stratę....do wczoraj....

a jaki jest wniosek: ...
nie potrafię żyć dzisiaj, bo nie wiem co będzie jutro...a to jutro nie dotyczy mnie...o siebie się nie boję...boję się w moim SMowym jutrze o ludzi których kocham, którzy mnie kochają i którzy są i będą...i o dzieci...które nie wiem  czy będą

a tak w ogóle pewnie powinno pojawić się pytanie, jak mogłam do tego dopuścić.....przecież wyraźnie jest napisane, że kobiety przy interferonie powinny stosować antykoncepcję...tylko, my przez 6 lat przez sześć długich lat przed diagnozą staraliśmy się o dziecko....może dlatego tak skrupulatnie przestałam zwracać uwagę na swoje ciało i to co mi sygnalizowało...

Cały ostatni rok zadawałam sobie pytanie nie dlaczego ja, tylko po co mam SM...
Pytanie, które postawiłam wczoraj dotycząc poronienia....po co....może dlatego, żebym odkryła jak ogromne połacie instynktów macierzyńskich we mnie drzemią, może po to, żebyśmy zobaczyli, że możemy mieć dzieci....

dzisiaj jestem trochę spokojniejsza.... będzie bolało jeszcze długo, jeszcze długo będę płakać i pytać...ale co dzień będzie lepiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz