piątek, 6 października 2017

Sielskie Miejsca...Belgrad - Skopje - Ochryda

Wspomnienie lata...

...czyli wakacje, urlop, małe i większe podróże
W Polsce jakby już jesień, więc idealny czas na przypomnienie cieplejszych chwil;)

Oczywiście, że plan był na 05:00 ☺

Opóźnienie jednak nie wielce ogromne…za dwadzieścia szósta wyjechaliśmy, a za dziesięć byliśmy już w Czechach.Te skończyły się równie szybko, jak zaczęły i wraz ze wschodem słońca wjechaliśmy do Słowacji. 
Tu od niedawna winiety nie są już zostawiającymi ślad, na kilka dobrych miesięcy, naklejkami. Winietę wirtualną kupimy na większych stacjach benzynowych (i kiedy mąż to czynił nie mogłam powstrzymać się od uwiecznienia iście istotnego ;) znaku)
Słowacja – Węgry, w zasadzie przespałam. Tak bardzo nie chciałam i nigdy w stronę wakacji mi się to nie zdarza, a jednak ;)…

Do Belgradu dojechaliśmy po siedemnastej. Opóźnienie w stosunku do googlowego wyliczenia wynikło z wszechogarniających remontów, powodujących nieobliczalne korki. Głównie prześlimaczylismy Słowację, a ponadto godzinę w Belgradzie.


Belgrad

Nocleg zarezerwowaliśmy( tutaj☺ ). Wybierając kierowaliśmy się niedużą odległością od centrum.  Apartamenty znajdują się 25 – 35 minut spaceru od wszelkich najważniejszych miejsc, które warto i należy zobaczyć w Belgradzie*. 
Apartament, w którym mieszkaliśmy jest jak najbardziej godny polecenia. Fakt zdarzało nam się w naszych wakacyjnych podróżach mieszkać i w lepszych i gorszych miejscach, ale ten, na tranzytowy nocleg nadaje się jak najbardziej:
a) blisko centrum
b) stosunkowo niedrogo
c) właściciel mówiący po angielsku i zawsze ktoś w jego imieniu (nie zawsze mówiący;) )  szybko może pojawić się w mieszkaniu (aby nam klucze wręczyć, albo odebrać wraz z euro ;) )
d) czysto
e) spokojnie i cicho, pomimo na pierwszy rzut oka, wydawałoby się niepewnej okolicy…przynajmniej od strony okien J

*zobaczyliśmy wszystkie, poza tym, dla którego mąż chciał pojechać do Belgradu (muzeum Tesli)



Kalemegdan - główna turystyczna atrakcja Belgradu - zamkowe wzgórze z fortyfikacjami, okazałym (w znaczeniu dużym ;) ) parkiem (wyraźnie ulubionym miejscem spotkań mieszkańców) i przede wszystkim punktem, z którego możemy obejrzeć zdecydowanie największą atrakcję stolicy  - ujście Sawy do Dunaju 



Skopje wielkie małe miasto...

Stolica Macedonii…tak jak kiedyś zakochałam się w Mostarze, potem w Griokastrze, tak teraz w Skopje ;) A przynajmniej jego starej części na pewno ♥ Ta nowsza też robi jakieś wrażenie…
Jest to miasto, jakiego do tej pory nie widziałam. Mała stolica z wielkimi budynkami i pomnikami.
Wydawać by się mogło, że to wszystko tak duże nie ma prawa pomieścić się w tak stosunkowo małym mieście w niewielkim kraju. A jednak! Nie dość, że się mieści to jeszcze (sympatycznie☺) wygląda. Dawno nie czułam się taka niewielka, a przy tym tak nie przytłoczona  No ok., coś mnie przytłoczyło…konie ;)

Miasto, które dzieli Wardar 

Prawy brzeg 
...taki..w moim stylu, stara, klimatyczna, orientalna, posiadająca zapach i uliczki w jakich uwielbiam się zgubić część, ze starym bazarem i górującą nad całością twierdzą




Zbliżając się do Kamiennego Mostu...

..tu właśnie odnajdziemy wielką małą stolicę, miasto Aleksandra Macedońskiego, miasto ogromnych budynków, które pomimo wielu negatywnych opinii nie są ani brzydkie, ani przytłaczające, one są...w przedziwny sposób...dopasowane.
Ponadto, albo przede wszystkim znajdziemy się tutaj w krainie...pomników, koni w każdej postaci i na każdym rogu... :/

 






Myślę, że jeszcze tu wrócimy...na dłużej niż dwie niecałe godziny ;)
I może wtedy całkiem inaczej spojrzę na miasto, którego "reprezentacyjną" część widziałam jedynie przez szybę samochodową w niezakorkowanym ;/ mieście.

 Ochryda

Miasteczko od którego więcej oczekiwaliśmy niż dostaliśmy. Jest piękne nie zaprzeczę (ale na zdjęciach, w  przewodnikach piękniejsze), jest egzotycznie (ale w jakim macedońskim, serbskim, czy bośniackim mieście tak nie jest)

Miasto wielu słyszalnych kultur...


...z deptakiem ;)








...i portem





Miasto wąskich uliczek z oryginalnym oświetleniem...


















...masą zabytków...











...i w ogóle pięknymi widokami








Będąc w Ochrydzie, do poranka wyjazdowego nie wiedzieliśmy co dalej. Kryterium było jedno….niech będzie ciepło ;)  A wybrzeże Adriatyku, Morze Jońskie…wszystko w deszczu i zimno. Postawiliśmy na okolice Salonik, trochę z wiarą niż przekonaniem, że będzie bałkańskie lato ;)

Grecja - Tesalia - u stóp Osy ☺


Fantastyczny wygwizdów w przenośni i …rzeczywistości ;) Po pierwsze turystów do policzenia na palcach jednej ręki (z nami włącznie),dwa sklepy (z czego jeden na kołach, ani nie wiadomo czy będzie, ani nie wiadomo z czym będzie i nawet nie wiadomo kiedy będzie ;) , jedna tawerna, jedni my na plaży i jedna zdeterminowana…wędkarka ☺ (Pani wędkarz).


Drugi wygwizdów to wszelkie chyba możliwe fronty spotykające się na naszej plaży powodując, obniżający temperaturę wiaterek. Nie był on nadmiernie uciążliwy…powodował, idealność temperatury odczuwalnej.

A jak się zaczęło...

Przyjechaliśmy wieczorem i zamiast zachodu słońca był wschód księżyca ;)
Zjawisko...astronomiczne ;)  przepiękne znaczy i niepowtarzalne...i niestety nie do uchwycenia telefonem ;/

O poranku niespodzianka :)
Znów wschód...
 ...i kolejnego dnia
 i tak co poranek ♥

Powiem Wam, że wschody są chyba bardziej romantyczne od zachodów ;)


Widzieliście kiedyś takiego milusińskiego jeża?
Dostałam od Pani, u której mieszkaliśmy ;)

Powrót;)

...jednodniowy;)

Z postojami...

...w Kumanowo na zakupy ♥



Papryki, papryczki, pomidory, bakłażany...
oliwki...przyprawy
Winogrona...brzoskwienie...

Niesamowite ilości warzyw, owoców, smaków i kolorów ♥

...i na granicy Serbsko-Węgierskiej 
   
Taki prawie trzygodzinny, przymusowy postój...

W domu byliśmy o 02:41, termometr wskazywał 12,5 stopnia (czyli tyle co dziś w dzień ;))


Czemu wspominam o temperaturze...aby tak jak przeważnie w wakacyjnych wpisach dodać coś SMowego. 
Temperatura była bałkańsko-wrześniowa ;) Jest  ona podobna do tej bałkańsko-czerwcowej, z tą różnicą, że wszystko jest przyjemnie cieplejsze ;) 
Bardzo dobra dla mnie, jak i dla wielu osób chorujących na stwardnienie rozsiane. Jeżeli z nieba nie leje się żar bez większego zmęczenia mogę przemierzać turystycznie miasta i miasteczka. I jakby się to nie wydawało dziwne, różnice mogą stworzyć nawet 2-3 stopnie Celsjusza...
...kiedy to wolę wodę, a zwiedzanie nawet najbardziej niewielkiego i urokliwego miejsca może okazać się ponad moje możliwości...
Mężu dziękuję Ci, że zawsze wtedy jesteś Ty z wyciągniętą dłonią ♥ Aza ten długo wyczekiwany urlop jeszcze bardziej ;)





2 komentarze:

  1. Basia cudowne wakacje ;) widzisz jaka jestem szybka, dopiero dzisiaj czytam:) piękne zdjęcia. Będziesz pewnie wspominać bardzo miło ta podróż tak jak ja Grecję :) Gosia d.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu prawie R. ;) będę 😄 Grecja jest jak magnes, któremu trudno się nie poddać...mam nadzieję ze nam zdrowie pozwoli nie raz jeszcze ją poodkrywać ;)

    OdpowiedzUsuń