piątek, 15 stycznia 2016

Pierogi z owocami...z powigilijnego kompotu :)





Kompot wigilijny był...pyszny :))
Wiem, że wielu z nas i Was czytając to, drży...jak świąteczny napój z suszu może być pyszny :)
Bo mój kompot, to bardziej do jedzenia był, niż picia :) Miał wszystkie owoce, jakie można sobie wyobrazić...świąteczne oczywiście, suszone i wędzone.

Zostało troszkę...2 litrowe i 2 szklankowe :) słoiki...owoców z kompotem...
Małe zjadły się szybko, jeden duży wciąż czeka, a drugi posłużył na farsz do wczorajszych pierogów :)

W moim domu rodzinnym nie jadało się pierogów :) jedyne jakie były to uszka z mięsem do barszczu, i wigilijne uszka z grzybami...do barszczu :)
Czasem babcia robiła, pierogi z mięsem, albo z serem. Zawsze były to wyjątkowe obiady, ze względu na to, że tylko u babci i nigdzie indziej :) poza tym były najpyszniejsze na świecie i nie na co dzień :)

Pierogi poznałam tak naprawdę na studiach...koleżanki w ramach wałówki przywoziły pierogi :) wtedy też pierwszy raz w życiu jadłam pieroga ruskiego...nie polubiliśmy się:)

Kolejna szkoła pierogowa, po ślubie...w rodzinie męża pierogi są na co dzień i od święta :)
Tu głównie dominują ruskie :/ z kapustą, z kapustą i serem, z kapustą i grzybami, z jabłkami, ze śliwkami, "żywymi" w sezonie i wędzonymi poza :)

Do czego zmierzam z tym wywodem...jak zrobić dobre ciasto:) babci pytam: na oko, mamy męża pytam: na oko, a jak wiadomo, moje oczy nie są specjalnie sprawne, wiec "na oko" do mnie nie przemawia :)

Ciasto:

2 szklanki mąki
3/4 szklanki wrzątku
jajko
łyżka oliwy

Od zawsze korzystam z takiego składu na ciasto, nigdy się nie zawiodłam :)

Na stolnicę przesiewamy mąkę, dolewamy wrzątek i łączymy z mąką za pomocą noża, łyżki, czego chcemy, dodajemy oliwę, jajko i zagniatamy ciasto.
Odkładamy ciasto i przykrywamy miską, talerzem, żeby nie schło.

Farsz:

owoce z kompotu
ewentualnie łyżka miodu

Owoce wylewamy na sitko, żeby wszelki kompot odciekł.
Przekładamy do miski i mieszamy za pomocą widelca, rozdrabniając owoce, możemy dosłodzić miodem.
Gotowy farsz możemy wsadzić do lodówki, na jakiś czas :) żeby lepiej się lepiło

Rozwałkowujemy ciasto, kroimy kwadraty, albo wykrawamy kółka (każdy tu ma swoja ulubioną szkołę ;> )
I lepimy pierogi :)

Gotujemy:

Do wody dodaje szczyptę soli, poł łyżeczki cukru i około łyżkę oliwy. Pierogi wrzucamy na wrzątek, gotujemy chwilkę (1-2 min) od wypłynięcia.

Ja dodaje do ugotowanych pierogów troszkę masła, albo oliwy, żeby się nie sklejały, moja teściowa posypuje cukrem :)
wybór należy do Was, a wiadomo, że patent mamy będzie smaczniejszy, lecz niekoniecznie zdrowszy :)




 Smacznego :)

ps. z drugiego słoika też powstaną pierogi...mężowi zasmakowało :)

ps2. Ciasta miałam ciut za dużo, więc kilka pierogów jest z wędzona śliwką...najczęstsza pierogowa wersja mamy męża, jak również jedno z wigilijnych dań, nie wiem czy na całym podkarpaciu, skąd mąż pochodzi, czy tylko w tym regionie, czy tylko w rodzinie męża? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz