środa, 14 września 2016

29 MIESIĘCY Z INTERFERONEM

Extavia czy Betaferon :) ciąg dalszy

To, tak:
Pierwszy zastrzyk przy użyciu nowego gadżetu, był co najmniej dziwny :)
Stary mechaniczny wstrzykiwacz wystarczyło przyłożyć lekko docisnać do skóry i strzelać./ Nowy, trzeba znacznie bardziej docisnąć, inaczej sie nie uruchomi.
Sam zastrzyk...cóż: w przeciwieństwie do poprzednika, czuję wbijanie igły, a co gorsze, wyciąganie też (wstrzykiwacz ten i wysuwa i wsuwa igłę).
Tak jak się spodziewałam...zastrzyk bezbolesny nie jest, ale jeśli, ktoś robi zastrzyki ręcznie, to odczucia są podobne, więc śmiało, można na wstrzykiwacz się przekwalifikować :)
Oprócz irytującego kłucia i wykłucia :) sam zastrzyk trwa dosyc długo, jest mniej bolesny, niż przy extavii, ale w czasie rozciągnięty.



Zastrzyk drugi: wiedziałam, że igłę poczuję, więc byłam przygotowana, ale (w połowie zastrzyku) miliona igiełek się nie spodziewałam :) Wprawdzie, nie było to odczucie bardzo nieprzyjemne, ale jednak dziwne i zaskakujące.
W tym momencie wydawało mi się, że wstrzykiwacz już mnie nie zaskoczy...ale jednak udało się już przy trzecim zastrzyku :) Mąż przykłada urządzenie do tak zwanych boczków ;) czuję wbitą igłę...no i na tym się skończyło. Wszystko zaczyna piszczeć, (przyrząd znaczy) świecić jak samochód pomocy drogowej, mąż lekko zestresowany odsuwa wstrzykiwacz od ciała i teraz świeci już tylko igła goła. Chcę zastrzyk dokończyć ręcznie, ale w związku z wysunięta igłą apararciku nie da się otworzyć ;/
Po chwili udaje się uwolnić strzykawkę z potrzasku (wyłączyliśmy wstrzykiwacz i się ona wsunęła z powrotem :) )

Zastrzyki wstrzykiwaczem robię tylko w pleco- pupę, w brzuch się jeszcze nie przekonałam, a inne części ciała nie wchodzą w grę, bo zbyt bolesne wspomnienia po poprzednim wstrzykiwaczu mam.|

A co czuję, po całym miesiącu:

Przede wszystkim dobrze czuje (się), no może poza tym, że od tygodnia jestem chora...tak wiecie, po ludzku:) gardło, kaszel i takie różne
Co znaczy, że dobrze:)? Miałam cały miesiąc bardzo jednakowy, każdy dzień bez względu na to, czy był z czy bez zastrzyku był podobny. Wcześniej, dobrze czułam się w dniu zastrzyku (czytaj, źle się czułam w dzień po zastrzyku). Nie wiem ile w tym przypadku, nie wiem czy ten sam lek od innego producenta może być inny :) nie wiem, ale wiem, że to jest jedyny plus zmiany leku jaki dostrzegłam po miesiącu. Jeżeli taki stan się utrzyma, to będę to skrupulatniej rozszyfrowywać :)

Jest jeszcze jeden mały plusik, zastrzyk przygotowuje się mam wrażenie łatwiej. Nie tyczy się to, aspekty mechanicznego przygotowania strzykawki, a bardziej farmaceutyki - roztwór wydaje się być bardziej trwały (nie pieni się tak bardzo jak poprzednik, a co za tym idzie pojawia się mniej pęcherzyków powietrza)

Minusy?
Po ręcznym robieniu zastrzyku zostają siniaki. Z wstrzykiwaczem jeszcze się nie zgraliśmy. Tak jak się spodziewałam, wyliczona ilość gazików nie zawsze musi być wystarczająca.

Zobaczymy co przyniesie drugi miesiąc i zobaczymy co przyniesie kolejny kontrolny rezonans:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz