środa, 7 września 2016

Mój bujak ♥ czyli przedsięwzięcie fotel na biegunach :)

Jak odnowić fotel bujany, przy użyciu farb kredowych




Na początku nie wyglądało to dobrze :)
Jak go mąż do samochodu niósł, jakoś się trzymał...obaj jakoś się trzymali :)
Jak pakowaliśmy go do bagażnika...rozpadł się...tu fotel:)
Jak go wnieśliśmy do domu...stanął (fotel, bo mąż to usiadł ;> ...obok ) ale nie można go było (fotela) dotykać, bo stał i owszem nawet się prezentował, ale to wszystko jednak wyglądało wątpliwie...




...na powyższym zdjęciu, jest jak go nam sprzedano (tylko oczyszczony z, jakby to powiedzieć, strychu i ogródka, w którym stać też musiał, mniej więcej pod drzewem...z gniazdkiem ptasim :) )

Znacie ławeczkę, która "Zbliża ludzi"...no to nasz fotel właśnie tak by czynił, jakby można na nim siąść...i na domiar...raczej na podłodze :) by połączył dwoje :)


Jak już fotel dojrzał, albo jak już my dojrzeliśmy...zaczęła się walka z bujakiem :)

Z drewnem, farbami, lakierami, mam tyle wspólnego, że surowe malowałam nie raz i żadnej starej powłoki pozbywać się nigdy nie musiałam:)

Jak zorientowałam się, że łatwo nie będzie, wpisałam w wyszukiwarkę zapytanie jak pozbyć się starej farby i z pomocą przybyła Pani Ania - Projekt Cacko , jej kanał na YouTube i odcinek o starych powłokach



Ten film otworzył oczy głównie mojemu mężowi :) bo się okazało, że cyklina, to takie coś na co patrzył przez 36 lat życia, w warsztacie przydomowym swojego ojca:)
(tylko nie wiedział, po co i na co takie :) ale ciii:) )

Właśnie cyklinę wybraliśmy z trzech podpowiedzi Pani Ani



Najpierw jednak bujak został rozłożony na części, prawie pierwsze, mąż naprawił siedzisko
i mogliśmy rozpocząć absolutnie syzyfową pracę

 

Po kilku dniach, w czasie których mieszkanie ciągle było czerwone i... fotel też, a farba schodziła do drewna tylko w niektórych miejscach, nawet z anielską cierpliwością mojego męża...usiadłam przed komputerem :)

Doszłam do wniosku, że dopóki nie dowiem się, co to jest  (a nie była to ani farba olejna, ani akrylowa, ani nic co znam) i jak to ugryźć, to się wykończę, bo nie poddam :)

Przeglądając, czytając kolejne strony, dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy, różnych, przeróżnych, aż natknęłam się na...politurę :)
BINGO :)
Żeby się upewnić, czy mój mebel jest nią pokryty miałam wykonać próbę spirytusu. Nasączyłam wacik spirytusem, przyłożyłam, do nóżki, która jeszcze nie była czyszczona, ale schowana (jakby coś się miało się wydarzyć), przykryłam woreczkiem, żeby mi szybko alkohol nie wyparował, po kilku minutach potarłam miejsce, podniosłam wacik a ten czerwony:)


na dużych powierzchniach, nasączałam szmatki i przykrywałam folią.
Politura wprawdzie nie schodziła w ten sposób, ale spirytus bardzo ją zmiękczał i skrobanie było latwiejsze


A jako, że alkohol w cenie mąż mi denaturat z piwnicy przyniósł


a, że smród był nie do zniesienia :)

a w planach i tak miałam malować fotel farbami kredowymi, do których przecież w ogóle nie trzeba starych powierzchni zdzierać :) to...

Farb szukałam ogromnie długo. Powiedziałam sobie, ze tych najdroższych, które wszyscy znają nie kupię za Ludowe Ch.
Nie wierzyłam, że mogą być niedobre, ale zarazem wierzyłam, że inne mogą być tak samo dobre :)
Wybór firm robiących takie farby jest tak ogromny, że postanowiłam, nie zbaczać, ze ścieżki ceny, a drugim kryterium był kolor.
O kolorze to i kolejną bajkę mogłabym napisać, bo jako kobieta...wiadomo :)
Ale krótko, potrzebowałam kolorów, które połączę, delikatnie połączę :)

Oczywiście, że miałam myśl, taką podłą i nudną, że fotel będzie szary
Uwielbiam szary, ale akurat ściana na tle której mój bujak się prezentuje jest taka:)

Bo ja się boję trochę kolorów, nie w dodatkach, ale w większych gabarytach:) A może się nie boję, tylko mi się nie podobają?
Tego jeszcze nie wiem, ale wiem, że mój fotel to dodatek :)
Przez jakiś czas śledziłam Panią Agnieszkę - HagArt na YouTube, a że w ofercie jej sklepu i farb odnalazłam kolory, które mogłam połączyć, (a jak dobre są ceny przekonajcie się sami :) ) wybór padł na Vittorino :)
Moje zakupy wyglądały tak:


Jak kurier przyszedł, jednak troszkę się wystraszyłam, Turkusowe jeziorko wydawało się zbyt bardzo, a świeża mięta zbyt mało...kolorowe:)

Ale nadszedł poranek, a ja zaczęłam malować 

strach mój tak wyglądał :)

Ten stan jaki widzicie na zdjęciu powyższym trwał co najmniej kwadransik...absolutnie nie mogłam się zdecydować co robić, czy wybrać jeden kolor, czy dwa jak planowałam, czy może szybko zmyć farbę 
Podjęłam męską decyzję, miałam plan, to muszę się go trzymać

Bo ja chyba jeszcze nie pisałam jaki plan był :)

To tak: mebel mój stary, a ja uwielbiam stare:) Nie chciałam go do końca tej poczciwości pozbawiać. Kolor raczej nowoczesny (później okaże się, że w ogóle nie nowoczesny :) ) więc miałam w głowie koncepcje, powrotu do dawnych czasów, kiedy to przy decoupage przecierki robiłam (postarzeniami zwane)

Tak więc wymalowałam mebel cały na Turkusowe jeziorko :)

Tu pierwsze komplementy: 
Farba kryje bardzo dobrze, już po pierwszym pociągnięciu
Schnie zasadniczo błyskawicznie
Jest bardzo gęsta, (możemy ją rozrabiać z wodą) co za tym idzie bardzo wydajna 


W międzyczasie robiłam coś jeszcze , więc na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć jak się ma jeziorko do mięty 


Jeziorko absolutnie nie było moim kolorem samopas. Mięta. przy tym fotelu też nie, ale wierzyłam, że razem stworzą najcudniejszy mebel świata :)
Proszę bardzo mięta na jeziorku :)


Miętę, w wybranych, albo wręcz przypadkowych :) miejscach ścierałam delikatnie za pomocą wilgotnej ściereczki, aby uzyskać efekt bardziej zmęczonego (zębem oczywiście czasu) mebelka 

Na powyższym zdjęciu fotel w świetle dziennym, na poniższym pod osłoną nocy (jaki aparat takie zdjęcie :) ...tak wiem złej baletnicy, rąbek u spódnicy :) )


Oba przed woskowaniem :)

Właśnie...woskowaniem, to już była dla mnie absolutna nowość.
Naczytałam się z czym to się je i ahoj przygodo :)
Używałam bawełnianej szmatki, do rozprowadzania cieniutkiej warstwy wosku i drugiej do polerowania, takiego już podsychającego/suchego.
Powiem tak: lakierowanie przy tym to pikuś. Przypuszczam jednak, ze jak będę mieć okazję dojść do wprawy, to żmudność tego zajęcia nie będzie miała w ogóle znaczenia, ponieważ efekt końcowy jest chyba lepszy niż oczekiwałam... mój bujak jest "mięciutki", nie tylko chce się na nim siedzieć, ale i dotykać :)

Z bliska, postarzenia:




Rzecz, o której muszę tu napomknąć, to kolor...po woskowaniu ściemniał, zauważalnie, ale nie bardzo drastycznie, dla mnie to było najprzyjemniejsze ciemnienie koloru, jakie kiedykolwiek zaobserwowałam :)

Pisałam gdzieś powyżej, że mój nowoczesny kolor, jednak nie taki współczesny :)
Na takiej małej z mężem wycieczce byliśmy i dopiero po niej tak naprawdę zaakceptowałam i pokochałam kolor mojego bujaka :)



Pozdrawiam :)







2 komentarze:

  1. Opowieść o fotelu brzmi jak pięknie opowiadana bajka, którą słucha się z oczarowaniem wciągniętą w magię kunsztu autora :-) A podpowiem jeszcze, że rezygnując z łatwej i szybkiej metody robienia przecierek na mokro proszę kiedyś spróbować poszlifować farbę na sucho papierem ściernym. Jest przy tym kupa kurzu, ale ten efekt, ta lustrzana gładkość powierzchni rekompensuje wszystko. A po woskowaniu to już w ogóle nie chce się przestać głaskać i dotykać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecieranie na mokro było dla mnie absolutną nowością😊chociaż zaczęłam tradycyjnie papierem, dokończyć nie mogłam, bo nawet kot się zbuntował😉
      Może przy szarym świcie i odpowiedniej bieli wszystkich domowników wygnam😅i spróbuję
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie😘

      Usuń