Znów zastrzyki...
po ostatnim interferonowym wpisie... na pewno nie było nadziei...
ale myśli o powrocie do "leczenia" też nie było.
Mieliśmy z mężem taki osobisty plan... popłyniemy... będziemy rodzicami...jak najszybciej.
Od półtora miesiąca nie zastrzykiwałam się... plan był prosty, jeszcze te miesiące niezbędne do odczekania po poronieniu i będę "czysta jak łza" ... "interferonu" wyzbyta.
Zrobimy badania, będziemy mieć wszystko pod kontrolą, zajdziemy w ciążę... uda się (to chyba mój plan był bardziej)
Ale po kontroli neurologicznej... wróciłam do "leczenia". Wiem, że tak jest / będzie lepiej.
Od Pani doktor usłyszałam "dziecko musi mieć 'zdrową' mamę", 'zdrową', czyli na chodzie dosłownie i w przenośni...
"nawet jakby Pani miała tylko na 3 m-ce wrócić do programu..." lepiej na 3 potem ciąża, niż bez co najmniej 2 lata.
No to dostałam termin pokazania się na oddziale... na wczoraj. I niespodzianka: pielęgniarka pobierając krew "o 15:30 ma Pani rezonans, ale oddziałowa powie więcej ;) "
No i sobie w tubie poleżałam, jak to skomentowała jedna z moich SMowych bratnich dusz :) Z jednej strony dobrze, ale z drugiej, dlaczego? przecież pół roku temu miałam.
A sam "powrót": no cóż, jak trzeba to nic nie poradzimy... plus zastrzyki mniej bolą troszkę... to chyba w związku z powiększeniem się lekkim ciała mego ;>
A co z Maluszkiem?
Jutro jest Światowy Dzień Dziecka Utraconego... ja mam dwoje...
... a najbardziej wsparł mnie mój brat, mówiąc o tym, że w niebie mamy dwie duszyczki, które nas znają, kochają, SĄ...
środa, 14 października 2015
piątek, 9 października 2015
Pesto pietruszkowe, z pomidorami zapiekanymi z mięsem:)
Pesto uwielbiam...
najczęściej jednak, na naszym stole gościło bazyliowe...
w tym roku miałam ogromne ilości pietruszki :) ... znaczy u babci często byłam ;> i kosiłam natkę :)
Co potrzebujemy do pesto:
makaron (ulubiony)
natka pietruszki - listki ( licząc w sklepowych pęczkach to 2 )
orzechy / słonecznik (też ulubione, ja jestem słonecznikową maniaczką, a jak nie słonecznik, to polecam orzechy nerkowca) - garść
ser żółty (ulubiony :> ) starty na dużych oczkach, albo pokrojony w kostkę - garść
oliwa (około 3 = 4 łyżki)
sól - do smaku (wszystko zależy od tego, jak słony ser jest naszym ulubionym) - nie więcej niż pół małej łyżeczki :) raczej większa szczypta :)
Wszystkie składniki pesto umieszczamy w misie blendera - od najtwardszych co by ułatwić pracę maszyny :)
miksujemy, aż wszystkie składniki "osiągną ten sam rozmiar" i się połączą
Co potrzebujemy do pomidorów i co z nimi dalej :) :
![]() |
| korzystałam z takiej książeczki :) |
Jak pieką nam się pomidory to gotujemy makaron... al. dente :)
makaron odcedzamy zostawiając 2 - 3 łyżki wody z gotowania i łączymy makaron z wodą z pesto... mieszamy, wykładamy na talerze a na wierzchu układamy pomidory
Smacznego:)
środa, 7 października 2015
Nugat :) z żurawiną i gorzką czekoladą na przykład :)
Nugat - to takie coś co jest pyszne i czemu nie można się oprzeć...
Co potrzebujemy:
3 białka
120 g miodu
180g cukru
i dodatki (w moich szafkach tym razem pałętał się kawałek gorzkiej czekolady i żurawina)
wafle
Co robimy:
Do garnka przekładamy / przelewamy miód i cukier ... rozpuszczamy na wolnym ogniuDo drugiego garnka wlewamy wodę ... będziemy ubijać na parze białka
No to do miski białka, nad kąpiel i ubijamy... kąpiel to na takim średnim ogniu, nie można przegiąć :)
Gdy białka będą porządnie ubite zmniejszamy obroty miksera, powoli strumyczkiem wlewamy gorący miód rozpuszczony z cukrem (albo na odwrót :) ) ciągle ubijając...
jak całość przelejemy zdejmujemy garnek z palnika i ubijamy dalej... za jakąś chwilę wyciągamy miskę z nad kąpieli i ubijamy dalej...do wystygnięcia naszego nugatu :)
tylko nie sprawdzamy zbyt często czy już chłodny...bo nie będzie czego wsadzić w wafle :)
Jak skończymy wrzucamy dodatki, jak dla mnie czekolada z żurawiną (jak to mi wyszło tym razem ;> ) niepowtarzalna kombinacja...
... przeważnie robiłam z pokrojonymi orzechami różnej maści...
Wrzuciliśmy.. łyżką mieszamy
Wykładamy masę na wafel [uwaga: jest klejąco :) ]*, przykrywamy drugim... owijamy folią, żeby lodówkowe zapachy nam się nie przyczepiły ... i chociaż na godzinkę do zimnego...
Wyciągamy, kroimy i... znika :)
Ale Wam życzę smacznego :)
wtorek, 6 października 2015
Torby z filcu (nauczycielskie) :))
najpierw nauczycielskie - każdy z Nas w szkole był, a nauczyciel łaził z górą ćwiczeń (chociaż za moich czasów :) ćwiczeń nie specjalnie pamiętam ) albo zeszytów, albo sprawdzianów i kartkóweczek, albo z górą wszystkiego naraz...
chociaż w moich czasach (czytać przeciągle :) ) :) to jeszcze takie ilości były, że się wszystko jakoś gdzieś mieściło...
teraz nauczyciele (przypuszczam, ze głównie nauczycielki :) ) mają więcej... o te ćwiczenia zapewne :) i potrzebują wielkich, wytrzymałych i niezwyczajnych toreb, na te wszystkie obowiązkowe weryfikatory uczniowskiej wiedzy...
po prawicy widnieje opis mnie: Marzę i tworzę...szydełkuję i drutuję, decoupageuje i transferuje, kucharzę i wypiekam :)...czasem zmajstruje jakąś biżuterię, a od czasu do czasu wyciągam maszynę... a od pewnego czasu jestem ździebko chora... dlatego moje Marzenia teraz są tylko Sielskie...i Miejsca, o których marzę też :)
w związku z pogrubionym w końcu zademonstruję coś nie kuchennego i nie szydełkowego :) cos spod maszyniej igły :)
pierwszą torbę uszyłam, bo uszyłam, a mama nauczycielka ją przejęła na transport dla testów, ćwiczeń i innych zeszytów :)
... zdjęcia brak:)
na drugą dostałam zamówienie... od koleżanki mamy (z pracy ;> ) miała być taka sama :) tylko większa i z zapięciem i z większym nagromadzeniem dekoracji :) powstała...
...zdjęcia nie ma ;/ tylko takie w trakcie:
gotowa miała chyba trzy niebieskie kwiatki plus jeden biały ...i zapomniałam zrobić zdjęcie ;/
trzecia torba powstała w ramach "został filc"
tu kwiatek, jest takim samym jak niebieski z poprzedniej torby wzorem... tylko w kilka nitek :)
czwarta... powstała, bo druga miała być z klapką...a zanim się dowiedziałam to uszyłam :)
a teraz nadszedł i jej czas na kolorowanie :)
te kwiatuszki powyżej to w oryginale podstawki pod kubek, szklankę :)
wzór:
... jak zrobić taką serwetkę: tutaj :)
...torba póki co bezdomna...znaczy domna :) ale bezwłaścicielowa :)
a w międzyczasie powstała jeszcze osłonka :)
...na awokado
tylko awokado się jakoś nie może podnieść po mojej dwutygodniowej nieobecności :)
chociaż w moich czasach (czytać przeciągle :) ) :) to jeszcze takie ilości były, że się wszystko jakoś gdzieś mieściło...
teraz nauczyciele (przypuszczam, ze głównie nauczycielki :) ) mają więcej... o te ćwiczenia zapewne :) i potrzebują wielkich, wytrzymałych i niezwyczajnych toreb, na te wszystkie obowiązkowe weryfikatory uczniowskiej wiedzy...
po prawicy widnieje opis mnie: Marzę i tworzę...szydełkuję i drutuję, decoupageuje i transferuje, kucharzę i wypiekam :)...czasem zmajstruje jakąś biżuterię, a od czasu do czasu wyciągam maszynę... a od pewnego czasu jestem ździebko chora... dlatego moje Marzenia teraz są tylko Sielskie...i Miejsca, o których marzę też :)
w związku z pogrubionym w końcu zademonstruję coś nie kuchennego i nie szydełkowego :) cos spod maszyniej igły :)
pierwszą torbę uszyłam, bo uszyłam, a mama nauczycielka ją przejęła na transport dla testów, ćwiczeń i innych zeszytów :)
... zdjęcia brak:)
na drugą dostałam zamówienie... od koleżanki mamy (z pracy ;> ) miała być taka sama :) tylko większa i z zapięciem i z większym nagromadzeniem dekoracji :) powstała...
...zdjęcia nie ma ;/ tylko takie w trakcie:
gotowa miała chyba trzy niebieskie kwiatki plus jeden biały ...i zapomniałam zrobić zdjęcie ;/
trzecia torba powstała w ramach "został filc"
tu kwiatek, jest takim samym jak niebieski z poprzedniej torby wzorem... tylko w kilka nitek :)
bardzo mi ten kwiatuszek przypadł do gustu... chociaż trzeba nad nim spędzić trochę więcej czasu niż nad takim "zwykłym"... przynajmniej nad pierwszym :)
tu instrukcja... wprawdzie nie po polskiemu :) ale po rosyjskiemu...ale z patrzenia też można :)
czwarta... powstała, bo druga miała być z klapką...a zanim się dowiedziałam to uszyłam :)
a teraz nadszedł i jej czas na kolorowanie :)
| ... a środki z koralików :) |
te kwiatuszki powyżej to w oryginale podstawki pod kubek, szklankę :)
wzór:
![]() |
| znaleziony tu: http://arlahobby.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2 |
...torba póki co bezdomna...znaczy domna :) ale bezwłaścicielowa :)
a w międzyczasie powstała jeszcze osłonka :)
...na awokado
tylko awokado się jakoś nie może podnieść po mojej dwutygodniowej nieobecności :)
piątek, 25 września 2015
Gofry do... obiadu, czyli.... cukofry :)
wytrawne i cukiniowe :)
dostałam gofrownicę, od mamy mojego męża...
i upiekłam gofry na obiad...samo zdrowie:)
Co potrzebujemy:
- cukinia starta na dużych oczkach i odsączona na sicie (moja tym razem była taka bez sokowa ;) ) (ja miałam połowę dużej cukinii)
- dużo (tyle ile lubimy) zieleninki pokrojonej drobno (u mnie: pietruszka, bazylia i trochę tymianku)
- jako
- mąka u mnie około 3 - 4 łyżki (w momencie kiedy wymieszam w misce wszystkie składniki, górę zasypuję mąką i jest to ilość wystarczająca :) zbyt dużo mąki = twarde niefajne cukofry :) )
- szczypta soli :)
Wykonanie:
na mojej gofrownicy ustawiam poziom trochę ponad połowę :)
smaruję olejem płytki i nakładam porcje "ciasta", zamykam ustrojstwo i piekę jakieś 2 minutki :)
Smacznego :)
ps. u mnie były dodatkiem do obiadu, zamiast ziemniaczków, czy czegoś... ale zrobić do nich jakiś kapitalny sosik czosnkowy, czy pomidorowy na ten przykład i pycha :)
ps2. bez sosiku też niebo w gębie
dostałam gofrownicę, od mamy mojego męża...
i upiekłam gofry na obiad...samo zdrowie:)
Co potrzebujemy:
- cukinia starta na dużych oczkach i odsączona na sicie (moja tym razem była taka bez sokowa ;) ) (ja miałam połowę dużej cukinii)
- dużo (tyle ile lubimy) zieleninki pokrojonej drobno (u mnie: pietruszka, bazylia i trochę tymianku)
- jako
- mąka u mnie około 3 - 4 łyżki (w momencie kiedy wymieszam w misce wszystkie składniki, górę zasypuję mąką i jest to ilość wystarczająca :) zbyt dużo mąki = twarde niefajne cukofry :) )
- szczypta soli :)
Wykonanie:
na mojej gofrownicy ustawiam poziom trochę ponad połowę :)
smaruję olejem płytki i nakładam porcje "ciasta", zamykam ustrojstwo i piekę jakieś 2 minutki :)
Smacznego :)
ps. u mnie były dodatkiem do obiadu, zamiast ziemniaczków, czy czegoś... ale zrobić do nich jakiś kapitalny sosik czosnkowy, czy pomidorowy na ten przykład i pycha :)
ps2. bez sosiku też niebo w gębie
czwartek, 24 września 2015
NIE 17 MIESIĘCY Z INTERFERONEM...
Piszę sobie już dzisiaj, w dniu, w którym miałam być w szpitalu, na comiesięcznej przygodzie...ale opublikuje mam nadzieję, za jakiś czas jak mi lek. gin. powie...widać, wszystko w porządku...
bo teraz to ja co tydzień byłam, i albo widział raka jajnika, albo ciąże pozamaciczną, albo nic nie widział...raz widział pęcherzyk, ale za tydzień już nie widział;/
po styczniowym poronieniu...tak bardzo się boję...od trzech tygodni, przed każdym pójściem do łazienki, boje się zobaczyć krew...
dzisiaj stwierdziłam, że to dzień poprawiania sobie nastroju...zrobiłam test ciążowy i wyszły dwie piękne tłuściutkie kreseczki :)
jestem dobrej myśli....wtedy nie byłam, ale teraz jestem...
ale i tak nie zdecydowałam się jeszcze na rozsądnego lekarza.... boje się takiego "znanego", boje się że tacy niektórzy "wiedzą wszystko", nawet jeśli nigdy nie prowadzili kobiety z SM...
przy PZNW prowadziła mnie bardzo młoda lekarka, przy ostatecznym diagnozowaniu SM jeszcze młodsza... były tak bardzo zaangażowane, tak bardzo się starały, chciały mi pomóc / ulżyć, nigdy żadna mnie nie olała...może i ginekologii młodej należy zaufać:)
od powyższego minęły dwa tygodnie:
wizytę mam w czwartek...wciąż jestem dobrej myśli...
już się nie boję chodzić do łazienki:)
boję się tylko, że pęknę... nie mogę jeść przestać :(
i boję się troszkę mojej ciąży z SMowym odniesieniem...
kręgosłup boli prawie ciągle :) prąd na karku wrócił... a prawą stronę ciała (czyt. kończyny:) )miałam przez kilka dni drętwiejące...
byłam...
...znowu ze łzami...wychodziłam ze szpitala...
beta HCG mam powtórzyć...USG za tydzień też...rokowań dobrych brak...zbyt malutki jest Malutki...
bo teraz to ja co tydzień byłam, i albo widział raka jajnika, albo ciąże pozamaciczną, albo nic nie widział...raz widział pęcherzyk, ale za tydzień już nie widział;/
po styczniowym poronieniu...tak bardzo się boję...od trzech tygodni, przed każdym pójściem do łazienki, boje się zobaczyć krew...
dzisiaj stwierdziłam, że to dzień poprawiania sobie nastroju...zrobiłam test ciążowy i wyszły dwie piękne tłuściutkie kreseczki :)
jestem dobrej myśli....wtedy nie byłam, ale teraz jestem...
ale i tak nie zdecydowałam się jeszcze na rozsądnego lekarza.... boje się takiego "znanego", boje się że tacy niektórzy "wiedzą wszystko", nawet jeśli nigdy nie prowadzili kobiety z SM...
przy PZNW prowadziła mnie bardzo młoda lekarka, przy ostatecznym diagnozowaniu SM jeszcze młodsza... były tak bardzo zaangażowane, tak bardzo się starały, chciały mi pomóc / ulżyć, nigdy żadna mnie nie olała...może i ginekologii młodej należy zaufać:)
od powyższego minęły dwa tygodnie:
wizytę mam w czwartek...wciąż jestem dobrej myśli...
już się nie boję chodzić do łazienki:)
boję się tylko, że pęknę... nie mogę jeść przestać :(
i boję się troszkę mojej ciąży z SMowym odniesieniem...
kręgosłup boli prawie ciągle :) prąd na karku wrócił... a prawą stronę ciała (czyt. kończyny:) )miałam przez kilka dni drętwiejące...
byłam...
...znowu ze łzami...wychodziłam ze szpitala...
beta HCG mam powtórzyć...USG za tydzień też...rokowań dobrych brak...zbyt malutki jest Malutki...
czwartek, 3 września 2015
Śniadanie? Deser?
No to pomysł na "jutrzejsze śniadanie" brzmi tak:
wersja 1:
kupujemy serek homogenizowany
wersja 2:
robimy serek homogenizowany
- u mnie wersja 2 w thermomixie: twaróg, śmietana, trochę cukru i 2 minuty pracy maszyny :)
pyszny śerek wkładamy do miseczki
w międzyczasie podgrzewamy kilka chwil w 100 stopniach nasz wczorajszy deserek
a następnie deserek wykładamy na serek:)
niebo w gębie... ja Wam to piszę :)
środa, 2 września 2015
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Deser jogurtowo - galaretkowy z owocami :)
Deser: jogurt naturalny, owoce i galaretka :)
...też był pyszny mimo mojej niespecjalnej miłości do galaretki :)
wstęp:
u mnie galaretka cytrynowa, a owoce maliny (u mnie mrożone) :)
składniki:)
1 galaretka1 szkl jogurtu naturalnego
maliny...hmmm dwie garście :) a tak naprawdę tyle żeby nam na całej powierzchni deseru utknęły :)
co robimy:)
galaretkę rozpuszczamy w szklance gorącej wody (w połowie oryginalnej ilości czyli :) )i czekamy aż wystygnie, tylko niech nam się nie zetnie :)
jogurt wlewamy do miski, mieszamy trzepaczką, dolewamy przestudzoną galaretkę i porządnie mieszamy powyższym urządzeniem kuchennym, a jak nam się chce możemy użyć miksera:)
przelewamy do ładnej miski, w której deser podamy, jeśli będziemy pałaszować w gronie rodzinnym...czyli u mnie całą miskę zjada mąż
albo przelewamy do kilku małych miseczek / kokilek... jeśli nam się goście szykują
na wierzch wrzucamy owoce
i wstawiamy do lodówki, co by nam się deser ściął :)
Smacznego :)
ps. jedna z kolejnych wersji... galaretka ta sama, ale owocki z więcej kolorem :)
piątek, 7 sierpnia 2015
Melanżowa żółta torebka.. na szydełku, wzór :)
...czyli jak wykorzystać resztki włóczek ☺
Taka torebka :)
...zaczęło się od uchwytów...
...były ciemnobrązowe z odchodzącą farbą (drewniane są), należały do torebki z niby jeansu, kupionej gdzieś za grosze...właśnie ze względu na rączki :)
...było to kilka lat temu... rączki pomalowałam zaraz po zakupie, nie miałam pomysłu na torebkę więc się gdzieś zapomniały :)
malowałam je metodą przecierek...
(spod białej farby szara wychodzi :) )
...ostatnio są porządki, czyli chciałabym wszystkie gdzieś kiedyś rozpoczęte prace dokończyć
i przyszła pora na te rączki
znalazłam wzór w (Diana robótki extra 1/2015) :
zrobiłam no i mam:)
a!
prostokąt zrobiłam :) u mnie wyszło 30 na 58 cm
połączyłam z uchwytami w taki sposób, jak było w kupnej torebce, zszyłam boki i już :)
a! :)
robiłam na dużym szydełku (12) włóczki w 4 nitki, stąd melanż:)
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)






