4 miesiące z Tecfiderą

A jakby tak spojrzeć na wiedźmę, jak na lekarza...
Bo czy to nie one, zanim zaczęto je na stosach palić były osobami szanowanymi, za ich wiedzę i mądrość, znajomość ziół i ich działania.
Zioła:
Moimi szeptuchami są siostry zakonne :), o których pisałam miesiąc temu :)
Dwa miesiące z ziołami...
Poza poprawą w pęcherzu, żadnych rewelacji ;)
Ja jestem bardzo niekonsekwentna w działaniu, bo teraz właśnie, pisząc do Was powinnam te ziółka popijać, a ja z kubkiem kawy obok, czyli proszę wziąć poprawkę na moją niesystematyczność:)
Apropos kawy, czy ktokolwiek z Was pił kiedykolwiek Różeniec górski? Ma mieć działanie pobudzające...jak kawa, tylko długotrwałe i bez obciążania organizmu.
Ponadto wydaje się być fantastycznym zamiennikiem espresso, late, czy innego macchiato dla osób z chorobami neurologicznymi. Jako adaptogen, ma wspomagać nas w codziennym naszym życiu, sprawiać, że organizm, będzie miał siłę wciąż i wciąż adaptować się do otaczającego, niekoniecznie sprzyjającego środowiska i stylu życia.
Ja po ziołach chyba mam odrobinkę więcej sił na codzienne sprawy...ale to takie moje własne odczucie, którego nie mogę zweryfikować, bo ja po prostu ostatnio mam więcej pracy, a jak jest praca to trzeba ją wykonać, nierzadko niestety własnym kosztem :(
Leki
Czuję się jak od miesięcy...wstaje zesztywniała z bólem kręgosłupa (odcinek lędźwiowy), w ciągu dnia ból wędruje wyżej i najwyżej. Do łóżka kładę się jak kłoda, w ogóle nie mogę się rozluźnić, żeby znów obudzić się i przypominać miotłę wiedźmy, czy Harrego Pottera do quidditcha :)
Oczami nie widzę nic lepiej i zdecydowanie gorzej w niektóre dni (które, jakie...nie wiem)
W zeszłym miesiącu miałam mieć kontrolę okulistyczną, została odwołana i przeniesiona na ten miesiąc. Chyba pisałam miesiąc temu, że w sumie to bym się mogła dać zamknąć w szpitalu :) Podtrzymuje
A czemu nastrój rodem z Salem?
Na zewnątrz zawsze uśmiechnięta, zawsze uczynna, nigdy nie asertywna, :( to Ja, która w ogóle nie zna tej Ja w środku, w duszy, w sercu, w przemyśleniach, wątpliwościach i samotności.
Wiem, że to nie jest mój problem, to dotyka każdą osobę chorą nieuleczalnie!
Takim niesympatycznym akcentem kończę, bardzo serdecznie Was pozdrawiając :)
Do ziółek nie nadaję się, nie pamiętam, nie zawsze chce mi się parzyć, jestem niecierpliwa, wolę szybko łykać i szybka ma być reakcja. Ale na pewno mniej maja efektów ubocznych.
OdpowiedzUsuńZ jednej strony wiedźmy ścigano, ale jak przyszło co do czego...
Słońca w aurze i w duszy życzę:-)
Ziółka to dzieciństwo - Mama parzyła. Ja już nie zawsze...
OdpowiedzUsuńDużo sił Ci zyczę i dobra wokół Ciebie (i w Tobie).
Szczerze powiedziawszy to ziółkami niezbyt mnie kurowano, może więc dlatego nieco sceptycznie na nie patrzę.
OdpowiedzUsuńRóżeniec górski znam, leży u mnie w kuchni na półce, piłam raz ze względu na jego właściwości w walce z chorobą Alzheimera, jeszcze jej nie mam, ale wolę zapobiegać niż leczyć. Podobne właściwości ma gojnik, zioła do parzenia , my codziennie pijemy gojnik, cała rodzina. Neutralizuje szkodliwe białka w mózgu odpowiedzialne za stany zapalne. W porównaniu z różeńcem jest pyszny. Basia, życzę Tobie wytrwałości i konsekwencji w walce z chorobą, buziaki :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że problem uśmiechu na zewnątrz i wątpliwości w środku dotyczy nie tylko osób chorych. Chyba tak to już jest, że w bólu, problemach, wątpliwościach, niepewnościach jesteśmy zawsze samotni i tak naprawdę sami musimy sobie z nimi jakoś poradzić. Inni nas mogą tylko wspierać, ale nigdy do końca nie zrozumieją (podobnie jak my innych). Przesyłam mnóstwo ciepłych myśli i uścisków :)
OdpowiedzUsuńRóżeniec górski? Pierwszy raz słyszę. Ziół raczej nie stosuję, rzadko, zdarza się, ale inne naturalne metody jak najbardziej
OdpowiedzUsuń