wtorek, 6 czerwca 2017

Małe co nieco ♥

Jarmark 


Jarmark, to coś większego od targu, bazaru, targowiska, czy...placu, po krakowsku:)
Samo słowo pochodzi z niemieckiego - Jahrmarkt - a kto niemiecki zna widzi tu słowa dwa:) rok i targ.
W czasach dawnych wyczekiwane doroczne targowisko, na zdecydowanie wiekszą skalę od tych codziennych. Największe znaczenie mieli kupcy nielokalni, wędrowni handlarze.
Dzisiaj jarmarki coroczne to przedsięwzięcia, raczej komercyjne, łączące zabawę z handlem, a nawet nauką rzemiosła. Są próbą nawiązania, do dawnych tradycji kupieckich.
Współczesne jarmarki, nie coroczne też mają swoje miejsce. Są to po prostu cykliczne targowiska. Odbywają się przeważnie raz w tygodniu, w konkretny dzień. Handlarze takich targów, są wędrujący, tylko cykle mają krótsze od ich kolegów poprzednich epok :)



Jarmark Hetmański 



A ten zdecydowanie jarmark, w słownikowym znaczeniu, odbywający się raz w roku. Czy tylko rozkwita, dla uciechy mieszkańców i turystów? Pewnie dla radości, choć wierzę, że wielu pamięta, dlaczego zrodziła się tradycja dorocznego targowiska:)

Jest rok 1580, hetman Jan Zamoyski wydaje akt lokacyjny miasta, niebawem zaaprobowany przez króla Stefana Batorego

Dziś w samym sercu Perły Renesansu, po raz 23 świętujemy 437 lat istnienia miasta






Mój Jarmark Hetmański:)

Mąż mój zawsze dosłowne małe co nieco na ząb, ja niedosłowne nieco, ani małe nawet, żeby na ten głód coś przyrządzić...czyli...mąż jedzenie, ja garnki :)

Oliwki greckie z Grecji :)

  Chleba, ani ze smalcem, ani bez nie kupował, ale...kiełbasę z dzika, pasztet, salceson i sery różne, z mleka różnych zwierząt tak :)

Mnie zafascynował Pan koszykarz :) 

Był tak cudownie zajęty, tym co najważniejsze...koszykiem, a nie zarobkiem i naganianiem kursantów... 

Tak sobie myślę, że jak szydełkiem kosz zrobię, to bym i wypleść.mogła..ale wydaje mi się, że koszyki zostawmy koszykarzom ♥

I tak się sobota skończyła ..."stragany" pozamykali i powrócą rano


Niedziela moja była:)

Tak sobie kiedyś powiedziałam, że rok w rok coś z bolesławieckiej ceramiki sobie właśnie tu kupię. Nie wybieram wzorów typowych i rozpoznawalnych...czemu? W sumie nie wiem:) za pierwszym razem zakupiłam przecudne kwiatuszki i tak mi zostało :)






 A, żeby mężowe jedzenie spiąć klamrą z moimi naczyniami, to jeszcze Ćwierczakiewiczowej 365 obiadów :)

Niedługo tez będę tylko turystką w Zamościu...czy jest mi żal, troszkę tak...ale jak mam tam wrócić to wrócę, w odpowiednim momencie

Tyle małego co nieco :)

Sernik obiecany zrobiłam, niebawem przepis :)


3 komentarze:

  1. Śliczne te naczynia, lubię te wzory, choć kiedyś zbierałam ciemnobrązowy Bolesławiec - dziś mam resztki, bo kiedyś caąl półka zleciała z hukiem - i już ich nie zbieram ;).
    Marzy mi się, żeby wreszcie pojechać kiedyś do Zamościa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A - zawieszka czeka jeśli chcesz. Ale jeśli wolisz inny kolor - pisz, proszę :)

      Usuń
    2. Ja tak poza Bolesławcem...to Włocławek...i wyjechałam na kilka dni...po powrocie skorupy :/ Podobno kot za muchą...zimą...o drugiej w nocy...biegał :)

      Usuń